[41] ,,BAD MOMMY'' - ZŁA MAMA [RECENZJA]




Tytuł: ,,Bad Moomy''


Autor: Tarryn Fisher


Wydawnictwo: SQN


Data wydania: 14 czerwca 2017 r.


Ilość Stron: 320




Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą, wspólnie wychowują kilkuletnią Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się nieodłączną przyjaciółką Jolene. Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – dom wypełnia identycznymi rzeczami jak u przyjaciółki, kupuje te same ubrania, a jej Instagram zawiera zdjęcia Dariusa... 
                                                                   ~lubimyczytac.pl

 ,,Ludzie, którzy zwracają uwagę na szczegóły, nie są dupkami - tacy ludzie naprawdę cię widzą. Takie coś wymaga pewnego wysiłku, żeby spojrzeć poza siebie i dostrzec innych. W dzisiejszych czasach rzadko się to zdarza.''

,,Bad Mommy'' podzielona jest na trzy części: Psychopatkę, Socjopatę i Pisarkę. Każda z nich została przyporządkowana trzem głównym bohaterom opowiadającym o rozgrywanych wydarzeniach, czyli Fig oraz Dariusowi i Jolene. Z twórczości Tarryn Fisher czytałam wcześniej ,,Margo'', która absolutnie zaskoczyła mnie swoją treścią, językiem, dokładnym obrazem psychologicznym postaci, a przede wszystkim przesłaniem. Z tego względu miałam bardzo wysokie wymagania w stosunku do powyższej książki i niestety muszę przyznać, że takie nastawienie było sporym błędem.


Tarryn Fisher ma to do siebie, że niemal profesjonalnie wczuwa się w rolę wszystkich kreowanych przez siebie postaci. Wnika w ich psychikę, przedstawiając nam często ich stan emocjonalny, ukryte pragnienia lub myśli, które czasami dręczą również nas samych. Różnica w tym, że my boimy się mówić o nich głośno, a autorka mając szerokie pole do popisu, zapisuje wszystko na kartach swojej powieści. Dlatego też w aspekcie psychologicznym, ,,Bad Mommy'' jest napisana naprawdę świetnie, do czego absolutnie nie można się przyczepić. Jednak osobiście nastawiłam się na zupełnie innego rodzaju historię, która rozpoczynając się intrygująco, gdzieś po drodze skręciła na boczne tory.

Podział książki na części oraz zmiana narratora wpłynęła pozytywnie na jej odbiór. Nie ukrywam, że po około 100 stronach obserwowania wydarzeń z perspektywy jednej osoby, stawała się dość męcząca, zwłaszcza że bohaterami tej powieści nie są ludzie stabilni emocjonalnie. Ten fakt sam w sobie może być małym spoilerem, ale cała fabuła staje się po pewnym czasie przewidywalna, więc raczej spokojnie mogę o tym mówić. Mimo to, gdy doszłam do ostatniej części należącej do Jolene, zdałam sobie sprawę, że mój mózg przetworzył właśnie zbyt wiele ciężkich w odbiorze informacji. Bo taka właśnie jest ta książka - trudna, przykra i w pewien sposób niszcząca psychicznie czytelnika, ponieważ po jej przeczytaniu można dojść do wniosku, że każdy nosi w sobie cząstkę psychopaty. Nikt nie jest tym, za kogo się podaje, a ludzi normalnych nie można już spotkać. Dlatego wydaję mi się, że pomimo małej objętości, dobrze jest czytać ją z przerwami, by przyswoić sobie pewne rzeczy.



,,Jesteśmy sumą naszych wczesnych doświadczeń, naśladujemy sposób, w jaki nauczono nas kochać, uprawiać seks i nawiązywać kontakty z ludźmi. Niektórzy z nas zrywają z przeszłością, innym nigdy się to nie udaje.''

W gruncie rzeczy nie wymieniłam do tej pory konkretnych wad książki, ale tak naprawdę wszystko sprowadza się do jednej sprawy: oczekiwałam czegoś o wiele bardziej zaskakującego. Tak bogaty warsztat pisarski Fisher powinien zostać otoczony równie intrygującą fabułą, czego niestety tutaj zabrakło. Pomysł był dobry, jego rozwinięcie dużo gorsze, lecz sposób zapisu wydarzeń oraz wspominana już przeze mnie wnikliwość w dusze bohaterów nie pozwala na przyznanie powieści złej oceny.

Czy polecam? Dla fanów Fisher oczywiście tak, jednak osobom, które dopiero zaczynają przygodę z tą autorką, doradzałabym zacząć od ,,Margo'', która była według mnie dużo lepsza. I podkreślając jeszcze raz: ,,Bad Mommy'' również zalicza się do książek, które uważam za bardzo dobre, lecz nie wykorzystujących w całości swojego potencjału.

P.S. Ostatnie zdanie powieści może wywołać małą dezorientację...Ci co czytali, wiecie o co mi chodzi? ;d

Ocena - 7/10 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi

[40] DO KTÓREJ FRAKCJI UDASZ SIĘ PO ŚMIERCI: TROJKI CZY MIRIADY? - RECENZJA ,,FIRSTLIFE'' & ,,LIFEBLOOD''


Tytuł 1 tomu: ,,Firstlife''

Tytuł 2 tomu: ,,Lifeblood''

Cykl: Wieczne Życie (Everlife) 

Autor: Gena Showalter

Wydawnictwo: HarperCollins Polska 

Data wydania 1 tomu: 15 marca 2017

    Data wydania 2 tomu: 6 września 2017 

Ilość stron każdego tomu: 432




 Żyje się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zdecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.
Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojką, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek.                                                                                                          ~lubimyczytac.pl 

,,Kochać to znaczy mieć powód, by walczyć o coś lepszego.''

 
Siedemnastoletnia Tenley żyje w świecie, którym rządzą dwie frakcje: Trojka i Miriada. Tutaj każdy człowiek rozpoczyna prawdziwe życie dopiero po śmierci, dlatego do czasu swoich osiemnastych urodzin musi zdecydować, do której z krain będzie chciał się udać. Ten już od urodzenia została obdarzona specjalną mocą, jednak wciąż zwleka z decyzją, do której z frakcji będzie przynależeć. Trojka i Miriada toczą zażartą bitwę o duszę dziewczyny, lecz która z nich ją zdobędzie?

Jeśli chodzi o 1 część, mam bardzo mieszane uczucia względem tej książki.
Zaczęło się ciekawie, bowiem przez kilka pierwszych stron obserwujemy wymianę korespondencji, która zapowiada interesującą fabułę okraszoną szczyptą humoru. Następnie zostajemy przeniesieni do szpitala psychiatrycznego, gdzie znajduje się nasza główna bohaterka i już w tamtym momencie zaczynają się schody. Zawsze powtarzam, że fantastyka oraz science-fiction to moje ulubione gatunki książkowe, dlatego jestem w stanie przymknąć oko na pewne rzeczy i nie brać na poważnie wszystkich niemających logicznego wytłumaczenia elementów historii, lecz niestety w tym przypadku autorka pogubiła się przy zachowaniu spójności tekstu. Gdy pojawiają się nowe informacje dotyczące fabuły, często nie zostają one poparte żadnymi argumentami, jak chociażby to, dlaczego Ten została obdarzona wyjątkową mocą a nie kto inny, co się stało z pozostałymi postaciami w danym fragmencie książki, skąd się wzięło to czy tamto. Wszystkie te rzeczy sprawiają wrażenie, jakby w głowie Geny Showalter zrodziło się mnóstwo naprawdę dobrych pomysłów na rozwinięcie fabuły, ale ostatecznie zostały wrzucone do powieści i złączone w jedną, choć nieskładną całość.

Pojawia się tutaj dwóch gorących Robotników, pełniących funkcję swoistego anioła stróża Tenley, przysłanych z obu frakcji: Archer z Trojki i Keller z Miriady. Dla jednych będą to kolejne chodzące ideały, których czytelnicy mają dosyć, ale dla mnie wręcz przeciwnie - obu panów uratowało tę książkę! Okazali się bardzo charyzmatycznymi postaciami, dodającymi pewnej iskry w rozgrywających się wydarzeniach. Ogółem bohaterzy drugoplanowi spisali się na plus, jednak mam pewne zastrzeżenia do Tenley. Owszem, dziewczyna potrafiła wzbudzić sympatię i przynajmniej nie była następną sierotką Marysią, którą trzeba chronić i gładzić po główce, ale niektóre jej zachowania były wprost irracjonalne. Silna, pewna siebie Ten w mgnieniu oka potrafiła zmienić się w głupiutką nastolatkę, która w jednym momencie uważa kogoś za największego wroga, a w drugim za dobrego przyjaciela. Jej fascynacja liczbami, talent do tworzenia wierszy na zawołanie (co swoją drogą też było interesującą umiejętnością, jeśli ktoś nie wyłapał sarkazmu) również do mnie nie przemawia. Wiecie, ,,Firstlife'' nie jest jedną z tych książek, gdzie główna bohaterka okazuje się wprost nie do zniesienia, a czytanie staje się przez to o wiele trudniejsze. Tutaj mkniemy przez kolejne wydarzenia w dość szybkim tempie, a potknięcia Ten nie rażą aż tak mocno, ale dziewczyna po prostu nie zdołała mnie do siebie przekonać.

Mimo wszelkich błędów akcja nie zwalnia ani na moment. Cały czas coś się dzieje, coś zmienia, coś pojawia, a my jesteśmy tym szczerze zainteresowani. Wbrew pozorom autorka przedstawiła nam tutaj zupełnie nową, oryginalną wizję świata, którego odkrywanie staje się na pewnych płaszczyznach interesujące.

,,To, co człowiek ma w sercu, objawia się w jego czynach.''

A co zatem z ,,Lifeblood'' czyli drugą częścią cyklu Wiecznego Życia?


  
Ciężko jest opowiadać o kontynuacji książki bez spoilerowania chociażby drobnych szczegółów. Dlatego zamiast porównywać poszczególne elementy fabuły, powiem, iż w przypadku tego tomu autorka poczyniła postępy. Przede wszystkim już na początku powieść zawiera ładnie wyglądającą i przydatną mapę jednej z frakcji (jakiej dokładnie również nie mogę powiedzieć), po czym dalej znajduje się dokładny spis większości terminów i pojęć pojawiających się w obu częściach, które mogły być dla nas wcześniej niezrozumiałe. Także sama fabuła sprawia wrażenie bardziej składnej i solidniej przemyślanej.
Niestety czytanie pierwszych dwustu stron wyglądało jak stawianie dwóch kroków do przodu i jednego w tył, tak aby nie zrobiło się zbyt idealnie. Tenley stała się tak irytująca, że w pewnym momencie miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Co prawda zdaję sobie sprawę, że był to cel zamierzony, aby pokazać jej późniejszą przemianę; nawet kilku innych bohaterów dla potwierdzenia uświadamiało dziewczynie jej okropnie dziecinne zachowanie, lecz momentami myślałam, że jeszcze trochę, a wyjdę z siebie.

Jednak pomijając naszą główną bohaterkę, ,,Lifeblood'' było na pewno lepsze od poprzedniej części. Sama możliwość poznania jednej z krain od wewnątrz, jej zasad, praw i obowiązków oraz stylu życia była bardzo przyjemnym doświadczeniem. 




Cykl ,,Everlife'' nie jest wielce ambitną fantastyką, ale oferuje historię z dotąd nie znanym nam spojrzeniem na świat. Posiada sporo wad i elementów nadających się do poprawki, lecz z z drugiej strony broni się równie mocnymi argumentami, by spojrzeć na całość bardziej przychylnym okiem. Mnie osobiście drugi tom przekonał do siebie na tyle, bym dość szybko wciągnęła się w rozgrywającą się akcję, a po zakończeniu chciała od razu dowiedzieć się czegoś na temat kolejnej części, która ma ukazać się za jakiś czas na rynku. Nie chcę mówić, że polecam Wam te książki, ale też pod żadnym względem ich nie odradzam. Jeśli macie ochotę - czytajcie śmiało, bo być może Wam ,,Firstlife'' i ,,Lifeblood'' spodobają się bardziej niż mi. I pamiętajcie, jeśli już weźmiecie się za te książki, nie poprzestawajcie na pierwszym tomie, bo drugi wynagrodzi Wam wiele nieścisłości i niedomówień z poprzedniej części.

 
,,Jedyną rzeczą która broni człowieka przed oszukiwaniem samego siebie, jest pokora. Człowiek dumny ponosi porażkę.''


Ocena ,,Firstlife'' - 5/10 
Ocena ,,Lifeblood'' - 6/10 


Za możliwość przeczytania obu książek dziękuję bardzo wydawnictwu

[39] NAJLEPSZA KSIĄŻKA POLSKIEGO AUTORA, JAKĄ DO TEJ PORY CZYTAŁAM - ,,CIEMNOKRĄG'' DANIELA KOZIARSKIEGO [RECENZJA PATRONACKA]




Tytuł: ,,Ciemnokrąg''


Autor: Daniel Koziarski


Wydawnictwo: Novae Res


Data wydania: 25 października 2017 r.


Ilość stron: 304




Czasem jedna decyzja może zmienić całe twoje życie.
Rok 2009
Smutny finał pewnej imprezy. Rozpędzone BMW uderza w drzewo. Na skutek wypadku ginie nastoletni kierowca i pasażerowie.

Rok 2016

Borys, Natalia i Adam świętują zdany egzamin, ale wspólny wyjazd nad jezioro kończy się tragedią.
Błażej, gwiazda disco polo, skonfrontowany zostaje z pewną bezwzględną dziennikarką.
Wyjazd z narzeczonym na Open’era staje się dla Mai okazją do podjęcia trudnej decyzji.
Adrian zostaje oskarżony o przemoc seksualną przez nastolatkę, której udziela korepetycji.
Co łączy te historie?


Książka przekonuje przede wszystkim głęboką, wielostronną kreacją poszczególnych postaci, które, pełne niejednokrotnie sprzecznych uczuć – są po prostu brutalnie prawdziwe. Narrator potrafi też doskonale wyłuskać uczucia poszczególnych bohaterów: młodych ludzi, którzy na skutek tragicznych konsekwencji swoich błędów, muszą dokonywać niezwykle trudnych, niecodziennych wyborów. Doskonale pokazuje, jak w głowie dokonuje się proces prowadzący do skrzywdzenia drugiej osoby.
 

                                                                                                                                                           ~lubimyczytac.pl

Jeśli do przeczytania książki nie zachęcił Was powyższy opis, mam nadzieję, że zrobię to ja, ponieważ ,,Ciemnokrąg'' jest lekturą absolutnie obowiązkową dla osób, które zamierzają sięgnąć po coś z literatury tworzonej przez naszych polskich autorów.
Uwierzcie - ta powieść na długo nie pozwoli o sobie zapomnieć. 


 ,,Zrobiłem to, co było moralnie słuszne, ale pamiętaj, że ludziom nieszczęśliwym, żyjącym w poczuciu słusznych moralnie wyborów, prędzej czy później coś odpierdala.
I wiesz, bardzo się tego obawiam.''


Książka jest podzielona na cztery, pozornie różne od siebie historie, których opowiadać w przybliżeniu nie będę, gdyż opis w zupełności wystarczy, aby w naszej głowie pojawił się odpowiedni zarys fabuły. Istotny jest natomiast prolog, który równocześnie rozpoczyna i kończy tę powieść, łącząc każdą z opowieści nie tylko pod względem płynącego z nich przesłania, ale także krzyżując ostatecznie ścieżki naszych bohaterów.
 
Co natomiast czyni ,,Ciemnokrąg'' książką wyjątkową?

Przede wszystkim żywe, do bólu autentyczne postacie - specjalnie bardzo uważnie śledziłam dialogi i poczynania bohaterów, by sprawdzić, czy Koziarski jak większość autorów w celu nadania scenie odpowiednio mocnego wydźwięku wplecie choć jedną odpowiedź, komentarz, dowolne zdanie wypowiedziane przez jakąkolwiek z osób, które w normalnym życiu nie przyszłoby nam do głowy lub bynajmniej nie brzmiałoby tak pięknie. Jedyne co zaobserwowałam, to własne zdziwienie, iż da się stworzyć coś tak realnego, że podczas czytania można zapomnieć, iż mamy do czynienia z tworem  literackim.

Nieprzewidywalność zdarzeń - mimo iż każda z historii w istocie dotyczy tego samego, według mnie przekaz nie jest jasny i prosty do wyłapania dopóki nie dobrniemy do ostatniej strony powieści. Nigdy nie byłam ekspertem w domysłach, ale w tym przypadku naprawdę ciężko byłoby odgadnąć kolejne działania bohaterów. Ludzie bywają nieprzewidywalni w momencie zagrożenia, zatem kto może znać następny krok człowieka?

Przekaz i interpretacja - myślę, że wszyscy z nas znajdą w tej książce coś o sobie. Autor ukazał nam tutaj proces zmiany zachodzącej w człowieku pod wpływem czającego się niebezpieczeństwa, obawy przed utratą stabilności i kontroli nad swoim życiem oraz przymusu chronienia najbliższych osób. Temat choć poruszany przez niejednego pisarza, w gruncie rzeczy wymaga dobrej analizy i znajomości psychologicznej ludzkiego umysłu, przez co nie jest wcale prosty do zrealizowania. Daniel Koziarski stworzył powieść wielowymiarową, skłaniającą nas do głębokich przemyśleń nad własną egzystencją i skutkami podejmowanych wyborów. 





Pamiętam, że pierwszą książką, jaką dostałam do recenzji była ,,Kobieta, Która Wiedziała Za Mało'' (moją opinię na jej temat znajdziecie TUTAJ). Wcześniej zupełnie nie mogłam przekonać się do twórczości polskich autorów; zawsze trafiałam na pozycje, które ani trochę nie pokrywały się z moim gustem czytelniczym. Daniel Koziarski pomógł mi w przełamaniu tej bariery, dzięki czemu poznałam wiele godnych polecenia tytułów. Jednak na tle ich wszystkich to ,,Ciemnokrąg'' wyróżnia się najbardziej, zajmując na mojej półce honorowe miejsce. Mało jest książek, do których wracam, lecz tę z pewnością przeczytam niejednokrotnie. 


Nadal zastanawiacie się, czy opłaca się sięgnąć po tę pozycję?

Na siłę Was oczywiście nie zmuszę, ale zaufajcie mi, że nie będziecie żałować spędzonego przy niej czasu.




,,Ciemnokrąg'' to historia, która skłoni Was, by zajrzeć w zakamarki ludzkiej duszy,
 jakich przeważnie nie mamy ochoty oglądać. 
Zaskoczy, przerazi, zaintryguje na wiele długich godzin.
 
Ocena - 9/10 
_______________________________________________________________________
Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo, objęcia jej patronatem medialnym oraz napisania rekomendacji na skrzydełku dziękuję serdecznie autorowi, a także wydawnictwu 

[38] ,,NA KRAWĘDZI WSZYSTKIEGO'' - ŚWIAT NIZINY JEST ZDRADZIECKI... [RECENZJA]





Tytuł: ,,Na Krawędzi Wszystkiego''

Autor: Jeff Giles

Wydawnictwo: IUVI

Data wydania: 10 października 2017 r.

Ilość stron: 384








 Zoe ma 17 lat, zwariowaną matkę wegankę, młodszego brata z ADHD i prawdziwą przyjaciółkę. Ma też za sobą trudny rok, kiedy tragicznie zmarł jej ojciec, a zaprzyjaźniona para staruszków z sąsiedztwa zaginęła bez śladu.
Jakby tego było mało, szukając brata podczas burzy śnieżnej, Zoe zostaje brutalnie zaatakowana i widzi coś, czego nie powinna widzieć. I kogoś. Nazwała go Iks.
Zoe nie wie, że to łowca głów. Tajemniczy, przystojny i nękany losem, którego nie rozumie, pracuje na zlecenie lordów z Niziny – mrocznego i brutalnego miejsca, w które trafiają najgorsi szubrawcy. Tym razem przyszedł po bandytę, który zaatakował dziewczynę.
Iks i Zoe nigdy nie mieli się spotkać. Łowcy z Niziny nie mogą ujawniać się nikomu poza swymi ofiarami. Iks, by uratować Zoe, łamie wszystkie zasady Niziny. I ponosi brutalne tego konsekwencje.
Beznadzieja, samotność i ból – Iks zna tylko to. Zoe pokazuje mu, że może być inaczej. Kiedy X i Zoe dowiadują się więcej o ich swoich światach, zaczynają zadawać pytania o przeszłość, własny los i swoją przyszłość. Ale wyrwanie Iksa z Niziny i przecięcie więzów przeszłości, które pętają Zoe, będzie od obojga wymagać konfrontacji z własną ciemną stroną. 

                                                                  ~lubimyczytac.pl


,,Dusze, które zabieramy, straciły prawo do zwania się ludźmi. Są śmieciami, my zaś jesteśmy śmieciarzami.''


Już po samym opisie możemy zauważyć, że nie mamy tutaj do czynienia ze zwykłą młodzieżówką, a historią zawierającą również elementy fantasty. W taki oto sposób wchodzimy w opowieść konfrontującą dwa zupełnie różne od siebie światy:
przyziemny świat siedemnastoletniej Zoe oraz mroczny i tajemniczy świat Niziny, z której przybywa Iks.



Na wstępie powiem, że nie spodziewałam się, iż książka aż tak bardzo mi się spodoba. Trzeba przyznać, że pomysł z Niziną, w której lordowie wyznaczając specjalnie przygotowanych do tego typu zadań Łowców Głów, posyłają ich po dusze ludzi z niezwykle ciężkimi grzechami na sumieniu, od początku był dość ryzykowny. Co innego, gdy akcja powieści rozgrywa się tylko i wyłącznie w jakimś magicznym miejscu, który z naszym światem ma niewiele wspólnego - wtedy możemy pozwolić sobie na dowolny ruch w fabule. Jednak tworząc połączenie ich obu, trzeba znać granice każdego z nich. Dlatego w tym przypadku autor poradził sobie naprawdę dobrze.


Pierwsze o czym chciałam Wam powiedzieć, to humor, którego, jak na taką historię, jest tu całkiem sporo. Momentami prześmieszne dialogi, w których slang oraz słownictwo współczesne stykają się z niemal średniowiecznym stylem mowy, oprócz oczywiście porcji śmiechu dodawały również swoistego klimatu powieści. Wbrew wszystkiemu książka rzeczywiście potrafi trzymać w napięciu, a więc żeby lektura nabrała kolorów i nie była zbyt sztywna, wątki humorystyczne rozładowywały atmosferę, a ostatecznie sprawiły także, że ,,Na Krawędzi Wszystkiego'' będzie mi się kojarzyło właśnie z tym konkretnym elementem.

Następna sprawa to wątek rodzącej się miłości Zoe i Iksa. Mogłoby się wydawać, że temat jest już nieco przereklamowany, bo kolejny facet, tym razem dziwny Łowca Głów, od tak nagle zakochuje się w siedemnastolatce (w dodatku ze wzajemnością), no bo przecież w młodzieżówkach nie może być inaczej. Ale o dziwo, mimo że jest to jeden z głównych motywów w tej książce, według mnie został on ukazany subtelnie, nie przysłaniając tym samym pozostałych rzeczy.

Jestem również bardzo zadowolona z postaci drugoplanowych. Każdy dostał swoje pięć, dziesięć lub nawet piętnaście minut i absolutnie nikogo nie pominięto, podczas gdy akcja zaczynała się rozpędzać i komplikować jednocześnie. Świetnie rozwinięto wątek ojca Zoe, który owiany rąbkiem tajemnicy trzymał w niepewności do samego końca.



Co zatem z gorszą stroną tej powieści?

Wydaje mi się, że nie jest to książka dla każdego. Sięgając po ,,Na Krawędzi Wszystkiego'' musimy lubić niekonwencjonalne pomysły na tworzenie nowych, nie całkiem realnych światów, postaci czy wydarzeń. Trzeba także pamiętać, iż nie mamy do czynienia z wielce ambitną literaturą, a powieścią, która ma zapewnić nam przede wszystkim relaks i odskocznię od codzienności. Poza tym, tak między nami, natkniemy się tu na kilka specyficznych szczegółów, które będziemy musieli potraktować z przymrużeniem oka.

,,- Żal powinien się liczyć - stwierdziła.
(...) Nie jestem taki pewien. Bardzo łatwo jest przepraszać, zwłaszcza gdy cię już złapią.''
 
Mimo wszystko, tak jak wspominałam, książka pozytywnie mnie zaskoczyła i w sam raz wpadła pod mój gust. W mniejszym lub większym stopniu już teraz utrwaliła się w mojej głowie, a to się ceni 😄
Czekam na kolejny tom, bo warto jeszcze dopowiedzieć, iż nie jest to skończona historia i mam ogromną nadzieję, że autor nie popsuje następnej części.

P.S. Ogromnie podoba mi się wydanie tej książki! Na żywo prezentuje się ona naprawdę bardzo, bardzo ładnie.


Ocena - 7/10 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu

[37] ,,INDEKS SZCZĘŚCIA JUNIPER LEMON'' - RECENZJA



Tytuł: ,,Indeks Szczęścia Juniper Lemon''

Autor: Julie Israel

Wydawnictwo: IUVI

Data wydania: 5 lipca 2017 r.

Ilość Stron: 372 





 Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie moment, gdy nie będziesz w stanie już czegoś cofnąć.


Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem.
Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „Ty”. Juniper jest w szoku – nic nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa: kim tak naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość adresata i dostarczyć mu list.
Ale wtedy coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć.
Do czego prowadzi grzebanie (dosłownie i w przenośni) w cudzych śmieciach?
Czy odkrywanie małych i wielkich tajemnic otaczających ją ludzi to jest właśnie to, czego Juniper potrzebuje, aby uporządkować własny życiowy bałagan?
                                                                    ~lubimyczytac.pl 


Dzisiaj będzie szybko, zwięźle i na temat!
Czytaliście powyższą książkę? 
Nie?
No to spójrzcie niżej, a być może dacie się przekonać.


 Juniper Lemon tuż po wypadku samochodowym, w którym ginie jej starsza siostra, znajduje list skierowany do nieznanego nikomu chłopaka Camille. Postanawia odnaleźć adresata, by wręczyć mu wiadomość, jednak w tym samym czasie dziewczyna gubi jedną ze swoich fiszek, na których każdego dnia notuje swój poziom szczęścia. Podwójne poszukiwania okazują się dla bohaterki szansą do nawiązania nowych znajomości, lekcją pogodzenia się z przykrymi wspomnieniami oraz...no właśnie, czego jeszcze?


Na książce znajduje się informacja, iż jest to ''Idealna lektura na lato dla każdego, kto pokochał „Gwiazd naszych wina” Johna Greena czy „Oddam ci słońce” Jandy Nelson''. Z drugim porównaniem nie do końca się zgodzę, ponieważ te dwie powieści klimatycznie, a przede wszystkim tematycznie dość znacznie różnią się od siebie, jednak Green jak najbardziej może służyć tu za przykład. Doskonale wiem, jak dużo osób nie lubi tego autora, ale sięgając po ,,Indeks Szczęści Juniper Lemon'', musimy być świadomi, że bierzemy się za młodzieżówkę, która jak się okazuje, według mnie, zaprezentowała się naprawdę bardzo dobrze.

Co dokładnie podobało mi się w powyższej książce?


1) Naturalny styl pisania dialogów, opisów oraz przemyśleń głównej bohaterki, która pełni tutaj rolę narratora - ułatwia nam to czytanie oraz identyfikowanie się z całą historią. 

2) Forma tekstu - oprócz pisanych ciurkiem zdań występują tu również uzupełnienia graficzne, do których zaliczają się przede wszystkim fiszki Juniper. Często zamiast opowiadać o czymś w szczegółach, wystarczyło umieścić konkretne zdarzenie na kartce oraz przyporządkować mu odpowiednią ilość punktów 'szczęścia', by kilka słów w pełni oddało sens przytaczanej sytuacji. Spotkamy tu też fragmenty listów, wiadomości, wspomnień z przeszłości i wiele innych.

3) Pomimo bardzo oklepanego tematu (ktoś ginie, popełnia samobójstwo, a my wraz z głównym bohaterem szukamy przyczyny śmierci tej osoby lub staramy się pogodzić z jej stratą), ,,Indeks...'' dał radę rzucić się w oczy pośród tłumu podobnych sobie książek. Nie jest to jakaś głęboko moralizatorska opowieść, niosąca za sobą niezwykle ważne przesłanie lub ucząca nas patrzeć z pozytywnej strony na przeszkody, które życie rzuca nam codziennie pod nogi, ale na pewno skłania nas do uważnej obserwacji i wyniesienia pewnych spostrzeżeń z czytanego tekstu. Mamy zatem do czynienia z historią, której poznanie przyjdzie nam łatwo i swobodnie, ale nie całkiem bez ruszenia głową.

4) Zakończenie - ze względu na to, że nie mogę Wam spoilerować, powiem tylko, że jakkolwiek bym się nie wysilała podczas zgadywania, kto okaże się tajemniczym chłopakiem Camilli i tak nie udałoby mi się poprawnie strzelić. Finał książki zostawia nas z poczuciem, iż niezamkniętym sprawom powinno się napisać dodatkowy rozdział, ale prawdę mówiąc, czasami po prostu musimy pogodzić się z takim a nie innym stanem rzeczy, by móc ruszyć dalej. Nawet jeśli brzmi banalnie, gdy słyszycie to ode mnie - Julie Israel wyszło to o wiele lepiej.

 

A więc czy warto sięgnąć po ,,Indeks Szczęścia Juniper Lemon''?
Nie jest to pozycja obowiązkowa, lecz jeśli zdecydujecie się ją przeczytać, nie powinniście wcale żałować. Sam fakt, iż nie jestem w stanie do niczego się tutaj przyczepić (ja, która prawie zawsze skrytykuje coś w książce!), powinien do Was przemówić.
 
 

,,Ból jest jak dobra zabawa: przychodzi i odchodzi. Nie możesz nic na to poradzić. Ważne jest żeby brać każdą chwilę taką, jaka jest.''


Ocena - 7/10 


Za książkę dziękuję serdecznie wydawnictwu


[36] ŚLADEM NOCNYCH ŁOWCÓW CASSANDRY CLARE - ,,MROCZNE INTRYGI: WŁADCA CIENI''




Tytuł: ,,Władca Cieni''


Cykl: Mroczne Intrygi


Autor: Cassandra Clare


Wydawnictwo: Mag


Data wydania: 27 września 2017


Ilość stron: 848 




Pani Clare, witamy z powrotem!

Ile ja się musiałam naczekać, aby dorwać w swoje łapki tę książkę! Zresztą nie tylko ja jedna i z pewnością nie ostatnia.

Dlatego też post ten nie będzie kolejną, tradycyjną recenzją, ale konkretnym podsumowaniem moich przemyśleń, wrażeń oraz domysłów związanych z ,,Władcą Cieni'', którymi chciałabym się z Wami podzielić.
Obiecuję żadnych (bynajmniej ważnych) spoilerów, a jedynie postaram się narobić Wam większej ochoty na przeczytanie tej książki.

P.S. A! Ważna uwaga:
Jestem jedną z tych osób, która Nocnym Łowcom zawsze przyznaje maksymalną ocenę, co również nie zmieni się i tym razem, jednak postaram się pozostać obiektywna względem całości.

Zatem przewijamy na dół



 Świat nie jest taki, jaki byś chciał, żeby był. Świat jest, jaki jest.


 
Akcja tej części rozpoczyna się tuż po zakończeniu ,,Pani Noc'', więc nie mamy tutaj żadnego wielkiego przeskoku w czasie, przez który moglibyśmy pogubić się w fabule. Dodatkowo pomiędzy dialogami bądź opisami zostały wplecione krótkie przypomnienia odnośnie wydarzeń z poprzednich tomów, które mogą być naprawdę pomocne, jeśli ktoś niekoniecznie pamięta wszystkie szczegóły.

W pierwszej części ,,Mrocznych Intryg'' pomimo bardzo szeroko rozwiniętych wątków pobocznych, główne skrzypce grała sprawa odnalezienia tajemniczego nekromanty, która ewidentnie stanowiła centrum fabuły. We ,,Władcy Cieni'' sprawy komplikują nam się do tego stopnia, iż nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co wydarzy się w następnym rozdziale. Cel, w jakim zmierzają nasi bohaterowie, zmienia się co kilkadziesiąt stron, odsłaniając przed nami coraz to ciekawsze rzeczy. 

Jedynym problemem, który powtórzył się przy obu tomach tej trylogii, jest to, że przez pierwsze niecałe 100 stron naprawdę ciężko było mi się wgryźć w tekst. Podczas czytania ,,Darów Anioła'' czy ,,Diabelskich Maszyn'' już od pierwszej strony dałam się całkowicie zatracić w wykreowanym przez Cassie świecie; natomiast tutaj klimat powieści sprawiał wrażenie, jak gdyby stracił na sile. Rodzina Blackthornów jest o tyle specyficzna, o ile trzeba po prostu spędzić przy niej trochę więcej czasu, by zacząć nadawać na tych samych falach co oni, że tak to ładnie ujmę. Początkowo myślałam ze zrezygnowaniem, że ta książka będzie niestety najgorszą w całym dorobku Clare, lecz im dalej zapędzałam się z czytaniem, tym wyraźniej widziałam, jak w rzeczywistości skomplikowaną i spójną całościowo historię (jak zwykle zresztą) stworzyła ta kobieta. 


Przyzwyczajamy się do swojego życia, choćby było nie wiadomo jak ciężkie, i kiedy coś się w nim kończy, pozostaje pustka, którą w naturalny sposób próbujemy wypełnić naszymi obawami i lękami. Wypełnienie jej czymś dobrym wymaga czasu.



Jednak tam, gdzie ja osobiście widziałam fajnie poprowadzony wątek relacji poszczególnych postaci, pozostałym osobom niekoniecznie może przypaść do gustu fakt, iż we ,,Władcy Cieni'' mamy istne zbiorowisko trójkątów miłosnych. Według mnie taki zabieg pomaga utrzymać czytelnika w niewiedzy względem uczuć danego bohatera, a co za tym idzie, jeszcze bardziej podsycić jego ciekawość, lecz dla niektórych będzie to kopiowanie wcześniej wykorzystanych pomysłów. Faktycznie pojawiają nam się tutaj pewne analogie, które mogą nam się wydać znajome, ale nie oszukujmy się - 13 w kolejności wydania książka z jednego uniwersum ma prawo zawierać pewne powtórzenia. To i tak moim zdaniem ogromny sukces, iż autorce ani na moment nie kończą się pomysły na tworzenie dalszych części historii; w dodatku historii, która nadal od tylu lat pozytywnie zaskakuje czytelników na całym świecie. 



A teraz kilka słów o konkretnych rzeczach, z którymi spotkacie się podczas czytania ,,Władcy Cieni'':
  • Jeśli lubicie bądź jesteście ciekawi bliższego poznania krainy Faerie, w tej części dostaniecie mnóstwo informacji na jej temat. Przy okazji zdradzę Wam, że niesamowicie mocno polubiłam Marka! Jego wątek z Christiną oraz Kieranem był jak na moje oko bardziej interesujący niż ukazanie relacji Emmy i Juliana.
  • Pojawią się dobrze nam znane postacie z ,,Darów Anioła''. Każdy zauważył, że we wszystkich książkach ze świata Nocnych Łowców występuje Magnus, który zawsze pełni ważną rolę w fabule, tak więc i tutaj nie mogło być inaczej. Fani Maleca powinni być usatysfakcjonowani powrotem ich ukochanego shipu. Mi samej robiło się od razu cieplej na serduchu, gdy doskonale mi znane opanowanie, mądrość i przede wszystkim humor Bane'a gościł na kartach powieści.
  • Autorka poruszyła w tej części kolejny z tematów tabu, z którym naprawdę bardzo rzadko spotykam się w jakiejkolwiek literaturze. Gdy usłyszałam prawdę na temat jednej z postaci, przez kilka minut nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytałam. Mimo iż nie jest to nic aż tak znaczącego, zostałam naprawdę ogromnie zaskoczona, a samo podjęcie się rozwinięcia tego tematu było odważnym posunięciem ze strony Cassandry.
  • I na koniec, choć ciężko mi o tym pisać, zginie trzech kolejnych bohaterów, których znamy już od pewnego czasu. 

Fikcja jest prawdą, nawet jeśli nie jest faktem. Jeśli będziesz wierzył tylko w fakty i odrzucisz opowieści, twój umysł przetrwa, lecz serce umrze.


Niektóre osoby pisały, że według nich tylko ,,Dary Anioła'' bądź ,,Diabelskie Maszyny'' zawierały składną, konstruktywną fabułę bez żadnych luk i dziur w tekście, a każda następna wydawana książka z uniwersum Nocnych Łowców jest na coraz niższym poziomie. Zgadzam się, że prawdopodobnie żadna seria z tego cyklu nie dorówna tej fundamentalnej, ale nie powiedziałabym, że ,,Mroczne Intrygi'' znacznie odbiegają od poprzednich powieści. Tak, jak wspominałam wcześniej, może być ciężko się w nie wgryźć, ale warto dać książkom szansę i przekonać się na własnej skórze, iż autorka wcale nie wyszła z wprawy w zaskakiwaniu nas.

Ponadto po skończeniu 850 stron w całej książce miałam pozaznaczane mnóstwo pięknych fragmentów oraz cytatów, które najchętniej oprawiłabym sobie w ramkę i powiesiła gdzieś w widocznym miejscu. Całym sercem uwielbiam pióro Clare, które niezmiennie opisując nam wydarzenia w bardzo prosty, chwytliwy sposób, wplata pomiędzy dialogami niezwykle mądre prawdy na temat życia. 

Jednak z drugiej strony wprost nienawidzę jej za to, jak wielki, emocjonalny rozgardiasz tworzy w głowie czytelnika. Nie mogę wyobrazić sobie aby to, co wydarzyło się pod koniec ,,Władcy Cieni'', można było poskładać bez wyrządzania kolejnych szkód. Dlatego też szczerze mówiąc, jestem załamana, ponieważ z tego co słyszałam, Cassandra Clare w jednym z wywiadów oznajmiła, iż w 3 części ,,Mrocznych Intryg'' zginie postać z ukochanego przez fanów shipu. A uwierzcie mi, wszystko wskazuje, że będzie to Magnus albo Clary

Tak więc szykujcie się na wiele niespodzianek, niezwykle spędzonego czasu i załamania nerwowego pod koniec powieści.
Cassandra Clare potrafi być naprawdę brutalna.

 Oto problem z zemstą: kończy się tym, że niszczysz zarówno niewinnych, jak i winnych.

_____________________________________________________

Jeśli jesteście już po lekturze, koniecznie dajcie znać, jak wrażenia!
A jeśli nie - kupujcie, zamawiajcie, bylebyście mieli ją na swojej półce.

 
Ocena - 10/10 

[35] II TOM TRYLOGII CZASU - ,,BŁĘKIT SZAFIRU'' / RECENZJA


Tytuł: ,,Błękit Szafiru''

Autor: Kerstin Gier


Cykl: Trylogia Czasu


Wydawnictwo: Media Rodzina


Data wydania: 13 wrzesień 2017 r.


Ilość Stron: 368 




 ,,Kruk na skrzydłach z rubinu niesiony, między światami brzmi umarłych muzyka, siły jeszcze nie poznał i nie zna też ceny, moc głowę podnosi i krąg się zamyka.''


 Gwendolyn Shepherd to Rubin - ostatnia z dwanaściorga podróżników w czasie. Choć trafiła pod opiekę tajnej organizacji, Strażnicy traktują ją z wrogością i wręcz uważają za szpiega. Gwen nie może ufać nikomu, a tymczasem czekają na nią coraz trudniejsze misje. W boleśnie krótkim czasie musi opanować całą masę rzeczy, które mają jej umożliwić przetrwanie w przeszłości. Zwłaszcza że hrabia de Saint Germain najchętniej by ją udusił przy filiżance herbatki, a nieziemsko przystojny Gideon raz ją uwodzi, a raz odtrąca. Gwen musi znaleźć sposób, by rozwikłać zagadkę chronografu bez jego pomocy.
                                                                                                                                    ~lubimyczytac.pl



Pierwszy tom Trylogii Czasu wypadł według mnie dość średnio, przez co nie mogłam zrozumieć tych wszystkich pozytywnych opinii, z którymi spotykałam się wśród innych czytelników. 
Jednak ,,Błękit Szafiru'' zaskoczył mnie pozytywnie już od pierwszej strony, czego zupełnie się nie spodziewałam!


 

Przede wszystkim bardzo dużym plusem, a zarazem ułatwieniem dla czytającego, jest kontynuowanie historii od tego samego momentu, w którym skończyła się ona w poprzedniej części. W moim przypadku na drugi tom musiałam poczekać około 2 miesięcy, a wiadomo, iż w przeciągu tego czasu można bez problemu zapomnieć nawet imion bohaterów, ponieważ często zlewają się nam one z innymi powieściami (szczególnie, jeśli nie byliśmy zachwyceni daną książką). Jednak i tutaj autorka spieszy nam z pomocą, dzięki czemu bezpośrednio w tekście znajdują się odniesienia do początku przedstawianej historii przypominające, kto jest kim, jaką rolę pełni każda postać, co jest celem ich działań i wiele innych. Jakby tego było mało, na końcu książki znajduje się spis bohaterów z podziałem na kategorie: przeszłość, rodzinę Montrose i tak dalej. 

Sama fabuła wydaje się tutaj o wiele ciekawsza niż poprzednio. Mamy mnóstwo akcji, która nie zwalnia ani na moment, a tekst czyta się błyskawicznie. Oczywiście nie obejdzie się bez jakichkolwiek minusów, aczkolwiek postacie zawsze pozostawią co nie co do życzenia.
Tym razem Gwen na szczęście poszła po rozum do głowy i choć miała swoje gorsze momenty, to przyznam, że nawet ją polubiłam. Jednak Charlotta....Proszę, niech ktoś zajmie się tym małym potworem i zabierze jej prawo głosu! 🔫 Nawet Gideon, mimo iż również irytujący, miewa jakiekolwiek przebłyski normalności. Za to ją można spokojnie wpisać na listę najbardziej znienawidzonych postaci w dziejach. 



 ,,Zmarłych się nie boję. W odróżnieniu od żywych ludzi, jak wiem z doświadczenia, nie mogą nic człowiekowi zrobić.''





Natomiast rzeczą najważniejszą według mnie w tej książce jest humor, który szczerze z całego serca uwielbiam! Wszystkie zabawne anegdoty i żarty wplecione w dialogi, śmieszne sceny urozmaicające fabułę, podczas których miałam wielkiego banana na twarzy, były po prostu świetne! Ci, co jeszcze nie sięgnęli po ,,Błękit Szafiru'', będą mieli tutaj miłą niespodziankę w postaci Xemeriusa, którego nie da się z miejsca nie polubić.

Warto także wspomnieć, iż czytając ,,Czerwień Rubinu'' miałam wrażenie, że mało które wydarzenia trzymają się kupy. Wiele rzeczy było niezrozumiałych lub może raczej niezbyt jasno przedstawionych, lecz tutaj to uczucie całkiem zniknęło. Świat zaczął nareszcie przypominać konstruktywnie zbudowaną rzeczywistość, dzięki czemu mam wielką ochotę zabrać się za kolejną, już niestety ostatnią część Trylogii Czasu.





Zatem, jeśli tak jak ja nie byliście w pełni zadowoleni z pierwszego tomu tej trylogii, warto się przemęczyć, by móc sięgnąć po drugą część, która jest naprawdę bardzo, bardzo dobra.


Ocena - 7/10 
_____________________________________________________________________

Za książkę w nowym, pięknym wydaniu dziękuję serdecznie wydawnictwu
 

BOOKSTAGRAM

Najchętniej Odwiedzane Posty

SZUKAJ