[36] ŚLADEM NOCNYCH ŁOWCÓW CASSANDRY CLARE - ,,MROCZNE INTRYGI: WŁADCA CIENI''




Tytuł: ,,Władca Cieni''


Cykl: Mroczne Intrygi


Autor: Cassandra Clare


Wydawnictwo: Mag


Data wydania: 27 września 2017


Ilość stron: 848 




Pani Clare, witamy z powrotem!

Ile ja się musiałam naczekać, aby dorwać w swoje łapki tę książkę! Zresztą nie tylko ja jedna i z pewnością nie ostatnia.

Dlatego też post ten nie będzie kolejną, tradycyjną recenzją, ale konkretnym podsumowaniem moich przemyśleń, wrażeń oraz domysłów związanych z ,,Władcą Cieni'', którymi chciałabym się z Wami podzielić.
Obiecuję żadnych (bynajmniej ważnych) spoilerów, a jedynie postaram się narobić Wam większej ochoty na przeczytanie tej książki.

P.S. A! Ważna uwaga:
Jestem jedną z tych osób, która Nocnym Łowcom zawsze przyznaje maksymalną ocenę, co również nie zmieni się i tym razem, jednak postaram się pozostać obiektywna względem całości.

Zatem przewijamy na dół



 Świat nie jest taki, jaki byś chciał, żeby był. Świat jest, jaki jest.


 
Akcja tej części rozpoczyna się tuż po zakończeniu ,,Pani Noc'', więc nie mamy tutaj żadnego wielkiego przeskoku w czasie, przez który moglibyśmy pogubić się w fabule. Dodatkowo pomiędzy dialogami bądź opisami zostały wplecione krótkie przypomnienia odnośnie wydarzeń z poprzednich tomów, które mogą być naprawdę pomocne, jeśli ktoś niekoniecznie pamięta wszystkie szczegóły.

W pierwszej części ,,Mrocznych Intryg'' pomimo bardzo szeroko rozwiniętych wątków pobocznych, główne skrzypce grała sprawa odnalezienia tajemniczego nekromanty, która ewidentnie stanowiła centrum fabuły. We ,,Władcy Cieni'' sprawy komplikują nam się do tego stopnia, iż nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co wydarzy się w następnym rozdziale. Cel, w jakim zmierzają nasi bohaterowie, zmienia się co kilkadziesiąt stron, odsłaniając przed nami coraz to ciekawsze rzeczy. 

Jedynym problemem, który powtórzył się przy obu tomach tej trylogii, jest to, że przez pierwsze niecałe 100 stron naprawdę ciężko było mi się wgryźć w tekst. Podczas czytania ,,Darów Anioła'' czy ,,Diabelskich Maszyn'' już od pierwszej strony dałam się całkowicie zatracić w wykreowanym przez Cassie świecie; natomiast tutaj klimat powieści sprawiał wrażenie, jak gdyby stracił na sile. Rodzina Blackthornów jest o tyle specyficzna, o ile trzeba po prostu spędzić przy niej trochę więcej czasu, by zacząć nadawać na tych samych falach co oni, że tak to ładnie ujmę. Początkowo myślałam ze zrezygnowaniem, że ta książka będzie niestety najgorszą w całym dorobku Clare, lecz im dalej zapędzałam się z czytaniem, tym wyraźniej widziałam, jak w rzeczywistości skomplikowaną i spójną całościowo historię (jak zwykle zresztą) stworzyła ta kobieta. 


Przyzwyczajamy się do swojego życia, choćby było nie wiadomo jak ciężkie, i kiedy coś się w nim kończy, pozostaje pustka, którą w naturalny sposób próbujemy wypełnić naszymi obawami i lękami. Wypełnienie jej czymś dobrym wymaga czasu.



Jednak tam, gdzie ja osobiście widziałam fajnie poprowadzony wątek relacji poszczególnych postaci, pozostałym osobom niekoniecznie może przypaść do gustu fakt, iż we ,,Władcy Cieni'' mamy istne zbiorowisko trójkątów miłosnych. Według mnie taki zabieg pomaga utrzymać czytelnika w niewiedzy względem uczuć danego bohatera, a co za tym idzie, jeszcze bardziej podsycić jego ciekawość, lecz dla niektórych będzie to kopiowanie wcześniej wykorzystanych pomysłów. Faktycznie pojawiają nam się tutaj pewne analogie, które mogą nam się wydać znajome, ale nie oszukujmy się - 13 w kolejności wydania książka z jednego uniwersum ma prawo zawierać pewne powtórzenia. To i tak moim zdaniem ogromny sukces, iż autorce ani na moment nie kończą się pomysły na tworzenie dalszych części historii; w dodatku historii, która nadal od tylu lat pozytywnie zaskakuje czytelników na całym świecie. 



A teraz kilka słów o konkretnych rzeczach, z którymi spotkacie się podczas czytania ,,Władcy Cieni'':
  • Jeśli lubicie bądź jesteście ciekawi bliższego poznania krainy Faerie, w tej części dostaniecie mnóstwo informacji na jej temat. Przy okazji zdradzę Wam, że niesamowicie mocno polubiłam Marka! Jego wątek z Christiną oraz Kieranem był jak na moje oko bardziej interesujący niż ukazanie relacji Emmy i Juliana.
  • Pojawią się dobrze nam znane postacie z ,,Darów Anioła''. Każdy zauważył, że we wszystkich książkach ze świata Nocnych Łowców występuje Magnus, który zawsze pełni ważną rolę w fabule, tak więc i tutaj nie mogło być inaczej. Fani Maleca powinni być usatysfakcjonowani powrotem ich ukochanego shipu. Mi samej robiło się od razu cieplej na serduchu, gdy doskonale mi znane opanowanie, mądrość i przede wszystkim humor Bane'a gościł na kartach powieści.
  • Autorka poruszyła w tej części kolejny z tematów tabu, z którym naprawdę bardzo rzadko spotykam się w jakiejkolwiek literaturze. Gdy usłyszałam prawdę na temat jednej z postaci, przez kilka minut nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytałam. Mimo iż nie jest to nic aż tak znaczącego, zostałam naprawdę ogromnie zaskoczona, a samo podjęcie się rozwinięcia tego tematu było odważnym posunięciem ze strony Cassandry.
  • I na koniec, choć ciężko mi o tym pisać, zginie trzech kolejnych bohaterów, których znamy już od pewnego czasu. 

Fikcja jest prawdą, nawet jeśli nie jest faktem. Jeśli będziesz wierzył tylko w fakty i odrzucisz opowieści, twój umysł przetrwa, lecz serce umrze.


Niektóre osoby pisały, że według nich tylko ,,Dary Anioła'' bądź ,,Diabelskie Maszyny'' zawierały składną, konstruktywną fabułę bez żadnych luk i dziur w tekście, a każda następna wydawana książka z uniwersum Nocnych Łowców jest na coraz niższym poziomie. Zgadzam się, że prawdopodobnie żadna seria z tego cyklu nie dorówna tej fundamentalnej, ale nie powiedziałabym, że ,,Mroczne Intrygi'' znacznie odbiegają od poprzednich powieści. Tak, jak wspominałam wcześniej, może być ciężko się w nie wgryźć, ale warto dać książkom szansę i przekonać się na własnej skórze, iż autorka wcale nie wyszła z wprawy w zaskakiwaniu nas.

Ponadto po skończeniu 850 stron w całej książce miałam pozaznaczane mnóstwo pięknych fragmentów oraz cytatów, które najchętniej oprawiłabym sobie w ramkę i powiesiła gdzieś w widocznym miejscu. Całym sercem uwielbiam pióro Clare, które niezmiennie opisując nam wydarzenia w bardzo prosty, chwytliwy sposób, wplata pomiędzy dialogami niezwykle mądre prawdy na temat życia. 

Jednak z drugiej strony wprost nienawidzę jej za to, jak wielki, emocjonalny rozgardiasz tworzy w głowie czytelnika. Nie mogę wyobrazić sobie aby to, co wydarzyło się pod koniec ,,Władcy Cieni'', można było poskładać bez wyrządzania kolejnych szkód. Dlatego też szczerze mówiąc, jestem załamana, ponieważ z tego co słyszałam, Cassandra Clare w jednym z wywiadów oznajmiła, iż w 3 części ,,Mrocznych Intryg'' zginie postać z ukochanego przez fanów shipu. A uwierzcie mi, wszystko wskazuje, że będzie to Magnus albo Clary

Tak więc szykujcie się na wiele niespodzianek, niezwykle spędzonego czasu i załamania nerwowego pod koniec powieści.
Cassandra Clare potrafi być naprawdę brutalna.

 Oto problem z zemstą: kończy się tym, że niszczysz zarówno niewinnych, jak i winnych.

_____________________________________________________

Jeśli jesteście już po lekturze, koniecznie dajcie znać, jak wrażenia!
A jeśli nie - kupujcie, zamawiajcie, bylebyście mieli ją na swojej półce.

 
Ocena - 10/10 

[35] II TOM TRYLOGII CZASU - ,,BŁĘKIT SZAFIRU'' / RECENZJA


Tytuł: ,,Błękit Szafiru''

Autor: Kerstin Gier


Cykl: Trylogia Czasu


Wydawnictwo: Media Rodzina


Data wydania: 13 wrzesień 2017 r.


Ilość Stron: 368 




 ,,Kruk na skrzydłach z rubinu niesiony, między światami brzmi umarłych muzyka, siły jeszcze nie poznał i nie zna też ceny, moc głowę podnosi i krąg się zamyka.''


 Gwendolyn Shepherd to Rubin - ostatnia z dwanaściorga podróżników w czasie. Choć trafiła pod opiekę tajnej organizacji, Strażnicy traktują ją z wrogością i wręcz uważają za szpiega. Gwen nie może ufać nikomu, a tymczasem czekają na nią coraz trudniejsze misje. W boleśnie krótkim czasie musi opanować całą masę rzeczy, które mają jej umożliwić przetrwanie w przeszłości. Zwłaszcza że hrabia de Saint Germain najchętniej by ją udusił przy filiżance herbatki, a nieziemsko przystojny Gideon raz ją uwodzi, a raz odtrąca. Gwen musi znaleźć sposób, by rozwikłać zagadkę chronografu bez jego pomocy.
                                                                                                                                    ~lubimyczytac.pl



Pierwszy tom Trylogii Czasu wypadł według mnie dość średnio, przez co nie mogłam zrozumieć tych wszystkich pozytywnych opinii, z którymi spotykałam się wśród innych czytelników. 
Jednak ,,Błękit Szafiru'' zaskoczył mnie pozytywnie już od pierwszej strony, czego zupełnie się nie spodziewałam!


 

Przede wszystkim bardzo dużym plusem, a zarazem ułatwieniem dla czytającego, jest kontynuowanie historii od tego samego momentu, w którym skończyła się ona w poprzedniej części. W moim przypadku na drugi tom musiałam poczekać około 2 miesięcy, a wiadomo, iż w przeciągu tego czasu można bez problemu zapomnieć nawet imion bohaterów, ponieważ często zlewają się nam one z innymi powieściami (szczególnie, jeśli nie byliśmy zachwyceni daną książką). Jednak i tutaj autorka spieszy nam z pomocą, dzięki czemu bezpośrednio w tekście znajdują się odniesienia do początku przedstawianej historii przypominające, kto jest kim, jaką rolę pełni każda postać, co jest celem ich działań i wiele innych. Jakby tego było mało, na końcu książki znajduje się spis bohaterów z podziałem na kategorie: przeszłość, rodzinę Montrose i tak dalej. 

Sama fabuła wydaje się tutaj o wiele ciekawsza niż poprzednio. Mamy mnóstwo akcji, która nie zwalnia ani na moment, a tekst czyta się błyskawicznie. Oczywiście nie obejdzie się bez jakichkolwiek minusów, aczkolwiek postacie zawsze pozostawią co nie co do życzenia.
Tym razem Gwen na szczęście poszła po rozum do głowy i choć miała swoje gorsze momenty, to przyznam, że nawet ją polubiłam. Jednak Charlotta....Proszę, niech ktoś zajmie się tym małym potworem i zabierze jej prawo głosu! 🔫 Nawet Gideon, mimo iż również irytujący, miewa jakiekolwiek przebłyski normalności. Za to ją można spokojnie wpisać na listę najbardziej znienawidzonych postaci w dziejach. 



 ,,Zmarłych się nie boję. W odróżnieniu od żywych ludzi, jak wiem z doświadczenia, nie mogą nic człowiekowi zrobić.''





Natomiast rzeczą najważniejszą według mnie w tej książce jest humor, który szczerze z całego serca uwielbiam! Wszystkie zabawne anegdoty i żarty wplecione w dialogi, śmieszne sceny urozmaicające fabułę, podczas których miałam wielkiego banana na twarzy, były po prostu świetne! Ci, co jeszcze nie sięgnęli po ,,Błękit Szafiru'', będą mieli tutaj miłą niespodziankę w postaci Xemeriusa, którego nie da się z miejsca nie polubić.

Warto także wspomnieć, iż czytając ,,Czerwień Rubinu'' miałam wrażenie, że mało które wydarzenia trzymają się kupy. Wiele rzeczy było niezrozumiałych lub może raczej niezbyt jasno przedstawionych, lecz tutaj to uczucie całkiem zniknęło. Świat zaczął nareszcie przypominać konstruktywnie zbudowaną rzeczywistość, dzięki czemu mam wielką ochotę zabrać się za kolejną, już niestety ostatnią część Trylogii Czasu.





Zatem, jeśli tak jak ja nie byliście w pełni zadowoleni z pierwszego tomu tej trylogii, warto się przemęczyć, by móc sięgnąć po drugą część, która jest naprawdę bardzo, bardzo dobra.


Ocena - 7/10 
_____________________________________________________________________

Za książkę w nowym, pięknym wydaniu dziękuję serdecznie wydawnictwu
 

[34] 3 TOM ,,MMA FIGHTER. PRZEBACZENIE'' [RECENZJA] - ZESTAWIENIE WSZYSTKICH CZĘŚCI TRYLOGII



Uff...
Czy Wy widzicie te boskie okładki?

Była recenzja pierwszej i drugiej części ,,MMA Fighter'', zatem czas na trzecią! 




 Tytuł: ,,MMA Fighter. Przebaczenie''

Autor: VI Keeland

Cykl: MMA Fighter (tom 3)

Wydawnictwo: Kobiece

Data wydania: 2017 (przybliżona)

Ilość Stron: 384 





 Podobno jeżeli facet jest szarmancki w towarzystwie, to w sypialni wychodzi z niego prawdziwy ogier. Jax Knight, wysportowany zawodnik MMA, jest tego doskonałym przykładem. Publicznie jawi się jako kulturalny mężczyzna o ujmującym stylu bycia. Jednak w łóżku pokazuje prawdziwą naturę – nieszczędzącego sprośności playboya.

Lily St. Claire to córka legendarnego zawodnika „Sainta”. Młoda kobieta doskonale wie jak dominujący i zaborczy są to mężczyźni, gdyż sama prowadzi sieć klubów MMA. Choć zdaje sobie sprawę, że powinna trzymać Jaksa na odległość, nie jest w stanie przejść obok niego obojętnie. Ten oszałamiająco przystojny i świetnie wychowany absolwent prestiżowej uczelni przyciągnął jej uwagę od pierwszej chwili. Czyżby był inny niż wszyscy?

Czy powinna chodzić na randki tuż po trudnym rozstaniu?

Czy jej były facet tak po prostu się na to zgodzi? 
                                                                             ~lubimyczytac.pl 


 ,,Na mężczyznę są tylko dwa sposoby. Wybacz mu lub zapomnij o nim. Jeśli nie potrafisz zrobić tego drugiego, to musisz mu wybaczyć, bo już skradł twoje serce.''



Po przeczytaniu całej trylogii pojawia się zestawienie wszystkich wad i zalet każdej z książek VI Keeland. Widzimy wtedy, jak historia, którą stworzyła autorka, stopniowo dojrzewa na kartach powieści. Lily będąca córką słynnego zawodnika Sainta po śmierci ojca razem z jego przyjacielem przejmuje kierownictwo nad siecią siłowni założoną jeszcze za życia mężczyzny. Tymczasem syn senatora Jax Knight w celu ucieczki od ostatnio nawarstwiających się kłopotów przybywa do Nowego Jorku, by oddać się swojej pasji do walk i boksu. Obie te postacie zostały przedstawione z precyzyjnie wyważonymi cechami charakteru. Nie mamy tutaj do czynienia z wyidealizowanymi lalkami, które broń Boże nie posiadają żadnych wad, ani z ludźmi po wielkich i bardzo bolesnych przejściach rzutującymi na ich obecnym zachowaniu. Każda z nich jest inteligentna, nie traci zdrowego rozsądku i nie rzuca się na partnera przy pierwszej okazji, byleby tylko czytelnik jak najszybciej dostał pikantne sceny z ich udziałem. Wszystko dzieje się krok po kroku i rozwiązuje dopiero w odpowiednim momencie. 


Oprócz naszego centralnego obiektu zainteresowania mamy również dobrze rozwinięte wątki poboczne: czy to relacji Jacksona z rodzicami, Joego z Lily, natarczywego Cadena, czy nawet homoseksualnego przyjaciela Lily - Reeda (którego swoją drogą uwielbiam). Wszystko to otoczone jest lekką dawką humoru, dającymi do myślenia spostrzeżeniami bohaterów, a przede wszystkim intrygującym oraz ciekawym swego zakończenia romansem przystojnego Knighta i jego uroczej wybranki. Ani razu nie miałam wrażenia, iż pewnych scen jest za dużo, że główne postacie zaczynają działać mi na nerwy lub w książce dzieje się coś totalnie nierealnego bądź niezgodnego fabularnie. Powiedziałabym raczej, że naprawdę nie znalazłam tutaj żadnych minusów czy rzeczy, do których mogłabym się przyczepić.



Co więcej, ,,Przebaczenie'' jest świetnym finałem dla historii nie tylko Jaxa, ale również Nica oraz Vince'a, których oczywiście spotykamy także i w 3 tomie. Patrząc z perspektywy czasu, uświadomiłam sobie, że faktycznie dość mocno zżyłam się z tymi postaciami i choć z jednej strony chciałabym jeszcze poczytać o ich dalszej przyszłości, to z drugiej jestem zadowolona, że zakończono tę historię właśnie w tym miejscu.



A jak to się ma do poprzednich części?
Która z nich była najgorsza, a która najlepsza?
 

  
Przede wszystkim jeśli ktoś chciałby przeczytać oddzielną recenzję ,,Walki'' i ,,Szansy'' , to proszę, kliknijcie w link poniżej ↓

,,Walka'' - RECENZJA
,,Szansa'' -  RECENZJA


 Mówiąc skrótowo:

 Pierwsza część ,,MMA. Fighter" była według mnie dobra, ale aż tak bardzo mnie nie zaskoczyła.
 ,,Szansa" okazała się od niej dużo ciekawsza, choć również miała swoje wady. 
Natomiast ,,Przebaczenie" będąca trzecim i ostatnim tomem tej trylogii, wypadła bezkonkurencyjnie najlepiej ze wszystkich.





Przekładając to na oceny, mój ranking wyglądałby następująco:

1. ,,Przebaczenie'' - 8/10 ★
2. ,,Szansa'' - 7/10
3. ,,Walka'' - 6/10


Zatem każdy kolejny tom pokazywał się z coraz to lepszej strony (oczywiście według mnie), a zainteresowanie następnymi wydarzeniami stawało się coraz większe.


Czy można czytać te książki bez zachowania chronologii?

 
W recenzji ,,Szansy'' napisałam Wam, że owszem nie ma konieczności zaznajamiania się z 1 tomem, gdyż robiąc mały przeskok do przeszłości Nica, będziemy czytać ,,Walkę'' jako prequel historii o Vincie, więc moim zdaniem kolejność czytania może być dowolna.
Jednak po skończeniu całej trylogii widzę, że przede wszystkim ,,Przebaczenia'' nie powinniśmy czytać bez znajomości poprzednich dwóch części, a największą frajdę zapewni nam trzymanie się ustalonej chronologii.   
 

A więc podsumowując:

Ze swojej strony mogę Wam szczerze polecić całą trylogię VI Keeland, która z każdym kolejnym tomem robi się coraz ciekawsza.
Jeśli nie spodoba Wam się pierwsza część - nie zrażajcie się i spróbujcie z kolejnymi.
A nóż któryś z okładkowych panów przypadnie Wam do gustu bardziej od swojego poprzednika :D
 

[33] ,,DANCE, SING, LOVE - MIŁOSNY UKŁAD'' [RECENZJA]




Tytuł: ,,Dance, Sing, Love. Miłosny Układ.''

Cykl: ,,Dance, Sing, Love'' [Tom 1]

Autor: Layla Wheldon

Wydawnictwo: Editio

Data wydania: 17 sierpnia 2017 r.

Ilość Stron: 528

OD NAJGORSZEJ DO NAJLEPSZEJ - RANKING KSIĄŻEK COLLEEN HOOVER



Myślę, że większość z Was ma już za sobą przygodę z chociażby jedną książką autorstwa Colleen Hoover, która nie bez powodu podbiła serca rzeszy czytelników. 

Jeśli nie to uwierzcie - czas nadrobić zaległości!

Oczywiście każdy ma swoje zdanie i z gustami nie będziemy tutaj dyskutować, jednak chciałabym podzielić się z Wami moją własną opinią na temat poszczególnych powieści tej autorki, które zostały uporządkowane od tej najgorszej (według mnie) do książki będącej moim absolutnym faworytem.


Gotowi?
No to jedziemy ↓
 




6. ,,Never Never''

 


Wspólnie wydana książka Colleen Hoover & Tarryn Fisher, która pokazała, że te dwie niesamowite kobiety nie powinny tworzyć razem. Choć początek zapowiadał się ciekawie, a fabuła przez pewien czas trzymała solidny poziom, to jej dalsze rozwinięcie, a w szczególności zakończenie rozwiały wszelkie wątpliwości co do tego, czy z tej historii może wyjść coś dobrego. 
Nie myślcie, że ,,Never Never'' jest totalnym niewypałem, bo słyszałam, że niektórym osobom się podobała, ale osobiście uważam, że autorki zbyt mocno poniosła wyobraźnia, przez co zmarnowały potencjał tej książki.  
To jedyna pozycja na liście przeczytanych przeze mnie lektur Colleen do której mam sporo zastrzeżeń.



 


5. ,,Maybe Someday'' 






Świetna, przesycona wachlarzem uczuć i emocji, którymi autorka bawi się na każdym kroku, by poruszyć czytelnika od środka. W tym przypadku bardzo fajnym dodatkiem okazała się sama muzyka - teksty piosenek pisane przez Syndey i Ridge'a istniejące równocześnie w realnym życiu dzięki czemu czytając książkę, mamy dorzucony także jej soundtrack. To historia poruszająca temat niepełnosprawności, nauki prawidłowej interpretacji własnych uczuć oraz dawania drugich szans bliskim osobom. Nie jest to najlepsza pozycja Hoover, bo według mnie pisarka posiada w zanadrzu lepsze książki, lecz ,,Maybe Someday'' jak najbardziej zasługuje na uwagę. Raczej nikt z Was nie powinien się na niej zawieść.





4. ,,Ugly Love''




,,Ugly Love'' wbiło mnie w fotel podczas czytania niektórych fragmentów. Retrospekcje przeplatane z właściwą akcją były nacechowane tak dużą dawką bólu i miłości jednocześnie, że nie sposób było się przy nich nie rozkleić. Należy również nadmienić, iż jest to jedna z nielicznych historii, w których główna bohaterka ani trochę mnie nie denerwowała. Tate została wykreowana na postać właściwie spełniającą swoją rolę: kierującą się głosem swojego serca, równocześnie nie tracąc po drodze zdrowego rozsądku. Z drugiej strony już nawet nie pamiętam dokładnie dlaczego, ale przeszkadzały mi tutaj sceny łóżkowe, które w jakiś sposób były dla mnie męczące. Jednak bez względu na wszelkie minusy z całą pewnością książka kryje za sobą piękną, choć bardzo bolesną historię.






3. ,,Confess''






Pierwszym co rzuca się tutaj w oczy są niesamowite wizerunki obrazów namalowanych przez Owena, które kryją za sobą bardzo osobiste przeżycia innych ludzi. Sam pomysł na wykorzystanie go w tej książce był strzałem w dziesiątkę. Nawet gdybym chciała, nie miałabym do czego się przyczepić , bo według mnie wszystko zostało tutaj idealnie wyważone włącznie z zakończeniem, które raczej na długo pozostanie w mojej głowie. Niezwykła opowieść będąca dowodem na to, że Colleen jest wciąż w świetnej formie do tworzenia coraz to lepszych historii.







 2. ,,November 9''





Dużym plusem który wyróżnia tę powieść na tle innych jest fakt, iż mamy tutaj metaforycznie, a zarazem dosłownie mówiąc książkę w książce. Rozdziały są podzielone na te opisywane przez Fallon oraz przez Bena. Jak się okazuje, te ukazywane z perspektywy chłopaka stanowią jego własną pracę, która w sam raz wplotła się w całość, uzupełniając historię o potrzebne szczegóły. Na pierwszej stronie ,,November 9'' widnieje cytat Bena Jamesa Kesslera i może tylko ja byłam tak mało spostrzegawcza, ale dopiero po jego osobistym przedstawieniu się, zdałam sobie sprawę, że cytat gościa z książki, którą właśnie czytam, wzięłam za tekst jakiegoś znanego poety/pisarza/kogokolwiek popularnego. 
Nietuzinkowa, zaskakująca książka, z której posiadania cieszę się bardziej niż przypuszczałam. Miałam względem niej spore oczekiwania i ani trochę mnie nie zawiodła.





  1. ,,Hopeless''

  


Była to pierwsza książka Hoover jaką dorwałam w swoje łapki i ostatnia, którą tak bardzo pokochałam. Nie jestem pewna, czy to ze względu na spory sentyment w stosunku do niej, czy przez coś jeszcze innego, ale ta historia do tej pory odbija się echem w mojej głowie. Już na samym początku podczas czytania ,,Hopeless'' podświadomie czułam, że trafiłam na lekturę w sam raz dla siebie. Od zawsze powtarzam, iż Colleen jest mistrzynią gry na emocjach czytelnika, a wydarzenia przedstawiane w jej książkach odbijają się na człowieku, pozostawiając po sobie uczucie wyobcowania, zagubienia, a równocześnie zachwytu nad poznaną historią. Dokładnie takie doznania towarzyszyły mi po przeczytaniu ,,Hopeless'. Byłam wstrząśnięta i urzeczona jednocześnie. A za to właśnie uwielbiam tę autorkę - za jej talent do tworzenia wewnętrznego chaosu w czytelniczej duszy.










Jeśli chodzi o ,,Losing Hope'' to traktuję tę kontynuację jako jedną całość razem z ,,Hopeless''. Według mnie były na identycznym poziomie, a drugi tom stanowi po prostu świetne uzupełnienie pierwszego.











|A jaka jest najlepsza i najgorsza przeczytana przez Was książka Colleen Hoover? Jak wyglądałby Wasz ranking tych 6 tytułów?|

[32] TRYLOGIA CZASU CZ.1 - ,,CZERWIEŃ RUBINU''




Tytuł: ,,Czerwień Rubinu''

Autor: Kerstin Gier

Wydawnictwo: Media Rodzina

Data wydania:  24 maja 2017 r.

Ilość stron: 344



,,To bardzo osobliwe gościć swoje wnuki nim się jeszcze ma dzieci.''


Trylogia, której ,,Czerwień Rubinu'' stanowi pierwszy tom, nie bez powodu nazywana jest trylogią czasu. Historia Gwendolyn zabierze nas do świata, w którym podróże do przeszłości są jak najbardziej możliwe. 
Jednak niestety zarezerwowane tylko dla wybranych.


 Gwen Shepherd jest członkiem dość nietypowej rodziny, w której poszczególne osoby dziedziczą gen umożliwiający podróże w czasie uaktywniający się między szesnastym a siedemnastym rokiem życia. Ostatnią spadkobierczynią tego niecodziennego talentu miała być jej kuzynka Charlotta przygotowywana od lat do funkcjonowania w poprzednich epokach. Mimo to okazuje się, iż zamiast wyszkolonej dziewczyny to Gwendolyn odbywa swój pierwszy epizod przenoszący ją do ubiegłych lat, co momentalnie zmienia jej dotychczasowe życie. 


Długo zastanawiałam się, co dokładnie mogłabym Wam napisać o tej książce, by przypadkiem nie zdradzić nawet najmniejszych szczegółów. Być może również w Waszym przypadku odkrywanie tych drobnych elementów okaże się zbawienne, ponieważ gdyby nie ciekawość względem konstrukcji świata przedstawionego i tego, na jakiej zasadzie działają tutejsze podróże w czasie, cała reszta (z mojego punktu widzenia) nie wyglądałaby zbyt zachwycająco.
Ale po kolei.

Książka rozpoczyna się nieco dziwnie, lecz zachęcająco, a wraz z kolejnymi stronami możemy zauważyć, że nie napotykamy na żadną trudność w czytaniu. Jednak mi osobiście zaczęła tutaj przeszkadzać główna bohaterka. Nie myślcie sobie, że mamy do czynienia z naprawdę denerwującym typem dziewczyny, która będzie nas wyprowadzać z równowagi na każdym kroku, ale Gwen bywa momentami kimś w stylu irytującej fajtłapy, że tak się wyrażę. Mimo świadomości, iż powinna jak najszybciej poinformować własną matkę o swojej pierwszej podróży w czasie, leci z tym do przyjaciółki, która jako jedyna mająca głowę na karku musi błagać ją, by ta zdołała przyznać się rodzicielce do rzeczy i tak będącej w ich rodzinie czymś normalnym. Ponadto śmieszy mnie trochę fakt, że Leslie (przyjaciółka Gwen) interesuje się owymi przeskokami w czasie bardziej niż sama podróżniczka, przez co trudno jest jej później zrozumieć nawet proste sprawy.
Natomiast z drugiej strony fabuła została skonstruowana w taki sposób, aby czytelnik nie mógł połapać się od razu w tym, co się dzieje i w tym przypadku nie stanowi to bynajmniej zalety powieści. Łatwo jest się tu pogubić, a gdy w końcu teoretycznie rozumiemy w jaki sposób to wszystko funkcjonuje, uświadamiamy sobie, że fabuła nie jest wcale zachwycająca, a wręcz lekko przekombinowana. 


Mamy tutaj wątek miłosny, który na szczęście nie przyćmiewa najważniejszego (za co duży plus) oraz solidną dawkę humoru. Niektóre dialogi i teksty bohaterów są przekomiczne, zwłaszcza scena, w której Gwen pokazuje jednemu ze szlachciców z przeszłości telefon komórkowy robiący i zapisujący cyfrowe zdjęcia. Można sobie tylko wyobrazić, co by było, gdyby ktoś omyłkowo pozostawił w XVIII w. nowoczesnego Iphona lub dzisiejszej jakości broń maszynową. Historia naszego świata ani trochę nie pozostałaby teraz taka sama. 


Tak jak powiedziała Emilia z bloga Wilczym Tropem, być może to po prostu kwestia tego, iż książek o podobnej tematyce jest obecnie bardzo dużo i ,,Czerwień Rubinu'' nie potrafi zaskoczyć tak mocno jak kiedyś. Jestem pewna, że gdybym sięgnęła po tę książkę jeszcze 2 lata temu, zapewne uznałabym ją za naprawdę dobrą, podczas gdy na ten moment wydała mi się zwyczajnie przeciętna. Jednak mimo wszystko chętnie przeczytam kolejne tomy, by dowiedzieć się, jak zakończy się ta specyficzna, lecz posiadający swój urokliwy klimat historia. 


P.S. Dodam tylko, iż powyższa powieść zbiera na ogół pochlebne opinie, więc jest spore prawdopodobieństwo, że przypadnie Wam do gustu bardziej niż mi. Zatem tak czy siak, warto sięgnąć i wyrobić sobie o niej własne zdanie.

P.P.S. Wydawnictwo wykonało kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o nowe wydanie książki! Twarda okładka prezentuje się świetnie :D

,,Co było gorsze? Zwariować czy naprawdę podróżować w czasie? Chyba to drugie, pomyślałam. Na to pierwsze pewnie można brać jakieś tabletki.''

Napiszcie koniecznie, jakie Wy macie zdanie na temat ,,Czerwieni Rubinu'' oraz która wersja okładki podoba Wam się bardziej: starsza czy nowsza?


Ocena - 5,5/10 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo

[31] ,,MILION ODSŁON TASH'' - RECENZJA [PRZEDPREMIEROWO]




Tytuł: ,,Milion Odsłon Tash''



Autor: Kathryn Ormsbee



Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte



Data wydania: 16 sierpnia 2017 r.









 Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty.

Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów na podstawie „Anny Kareniny” Tołstoja tworzy wraz z paczką przyjaciół serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”.

Pewnego dnia Tash nie może uwierzyć własnym oczom: liczba subskrybentów jej kanału na YouTubie rośnie w błyskawicznym tempie. I zaczyna się: GIF-y, fanarty, szaleństwo na Twitterze, ciągły przyrost followersów… Pisze do niej nawet Thom Causer, jeden z najseksowniejszych youtuberów, prosząc o numer telefonu, bo chce ją lepiej poznać. Nominacja do najważniejszej nagrody vlogerów staje się dla niej ukoronowaniem ciężkiej pracy.

Jednak wraz z rosnącą liczbą odsłon swojego kanału dziewczyna poznaje też samą siebie. Czy znajdzie odwagę na miłość w realu? Czy razem z przyjaciółmi udźwignie ciężar sławy?

Oto utrzymana w duchu „Fangirl” oraz „Girl Online” opowieść o internetowej sławie, vlogowaniu i życiu, które zna każdy nastolatek. „Milion odsłon Tash” to powieść wypełniona humorem i celnymi spostrzeżeniami dotyczącymi dorastania, którą pokochasz od pierwszej strony i będzie to miłość z wzajemnością.

                                                                                                                                                  ~ lubimyczytac.pl



,,Nie należy bać się zmian, ponieważ zmiany przypominają ci, że żyjesz, że w twoim życiu coś się dzieje.''



Tash to młoda reżyserka amatorskiego serialu ,,Nieszczęśliwe rodziny'', opartego na podstawie powieści Lwa Tołstoja. Pojawiające się na YouTubie nowe odcinki zostają pewnego razu skomplementowane przez popularną vlogerkę, dzięki czemu liczba subskrybentów jej grupy filmowej momentalnie wzrasta. Wraz z pozostałymi ośmioma członkami Nowalijek dziewczyna powoli wchodzi w świat internetowej sławy, która oprócz setek fanów i schlebiających komentarzy, niesie za sobą również tę mniej przyjemną stronę działalności publicznej.


Chyba każdy z nas zastanawiał się kiedyś, jakby to było prowadzić własny kanał na YouTubie, starając się wybić na wyższe szczeble popularności. Wbrew wszelkiemu przekonaniu większość z Was, która czyta ten post, jest obecnie właścicielem bloga, konta na Instagramie bądź innego portalu społecznościowego, gdzie afiszuje się ze swoimi zainteresowaniami. W takim przypadku ,,Milion Odsłon Tash'' będzie książką, z którą z łatwością się utożsamicie. 


Zaczynając od samego pomysłu na fabułę muszę przyznać, iż uwielbiam obserwować kulisy powstawania jakichkolwiek form sztuki. Widzimy, jak wiele czasu, kreatywności oraz zaangażowania wymaga nie tylko praca vlogera, ale równocześnie produkcja serialu. Wraz z narastającą sławą naszym bohaterom napływa coraz więcej obowiązków względem fanów, a także nauki odpowiedniego przyjmowania krytyki i hejtu. Każdy z tych aspektów składa się na budujący fajną atmosferę klimat, dzięki któremu dość szybko przeskakujemy przez następne strony książki. Jednak żeby nie wydało Wam się to nudne, normalne, codzienne życie postaci stoi na równi z ich 'dodatkową pracą', co oznacza, że możemy poznać ich bliżej również poza planem.


,,Ludzie w dzisiejszych czasach uwielbiają snuć wizje nadchodzącej apokalipsy i rozważać różne wersje naszego ostatecznego kresu: wojna nuklearna, epidemia zombie czy inwazja z kosmosu. Ja jednak sądzę, że nasz koniec nastąpi pewnego całkiem zwyczajnego dnia, kiedy wszyscy przestaną się zastanawiać nad tym, dlaczego osoby w ich otoczeniu zachowują się tak, a nie inaczej, kiedy wszyscy pozamykają się w swoich czterech ścianach i zgniją w samotności.''






W tej kwestii chciałabym zwrócić uwagę na jedną rzecz.
Tash bywa momentami irytująca.
 Jej przyjaciele nieraz nie zachowują tak, jak powinni.
 W ich domach zdarzają się kłótnie, głupie fochy i wspólne utarcia bez powodu.
 I chociaż w pierwszej kolejności myślałam sobie: ''Jak ona mnie denerwuje! Czy naprawdę jest aż taką idiotką, żeby zachowywać się w ten sposób?'', później zrozumiałam, że to jeden z największych plusów tej książki. Bohaterowie jak i ich dialogi są bardzo autentyczni, autorka nie serwuje nam kolejnych porcji wyidealizowanych od stóp do głów nieistniejących ludzi, tylko przedstawia realną wersję młodych osób popełniających błędy, nie będących zawsze takimi, jakimi chcielibyśmy ich oglądać. Naturalność wyborów oraz podejmowanych decyzji czyni tę lekturę inną od reszty młodzieżówek dostępnych obecnie na rynku. Ponadto podoba mi się tutaj poruszenie bardzo mało powszechnego tematu, a mianowicie aseksualizmu. Nie mogę Wam zdradzić szczegółów fabuły, zatem powiem tylko, że osobiście cieszę się, że w przyjemny i prosty sposób wspomina się w książkach o rzeczach, które przeważnie stanowią społecznościowe tabu. 


 ,,Milion Odsłon Tash'' to lekka w czytaniu i odbiorze historia, która między wierszami kryje niejedną uwagę wartą głębszego zastanowienia. Barwna, z charakternymi postaciami z pewnością wypełni Wasz czas w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jeżeli sami udzielacie się w jakikolwiek sposób w internecie, zżyjecie się z tą książką na tyle, by móc utożsamić się z opisywanymi tu wydarzeniami.
I przy okazji przekonacie się do Tołstoja ;)


,,Jeśli chcesz szansy na szczęście, trwaj. Tak, życie potrafi dokopać, ale dopóki żyjesz, masz szansę na szczęście.'' 


Ocena - 7/10 



Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo dziękuję 

 

BOOKSTAGRAM

Najchętniej Odwiedzane Posty

SZUKAJ