[40] NAJLEPSZA KSIĄŻKA POLSKIEGO AUTORA, JAKĄ DO TEJ PORY CZYTAŁAM - ,,CIEMNOKRĄG'' DANIELA KOZIARSKIEGO [RECENZJA PATRONACKA]




Tytuł: ,,Ciemnokrąg''


Autor: Daniel Koziarski


Wydawnictwo: Novae Res


Data wydania: 25 października 2017 r.


Ilość stron: 304




Czasem jedna decyzja może zmienić całe twoje życie.
Rok 2009
Smutny finał pewnej imprezy. Rozpędzone BMW uderza w drzewo. Na skutek wypadku ginie nastoletni kierowca i pasażerowie.

Rok 2016

Borys, Natalia i Adam świętują zdany egzamin, ale wspólny wyjazd nad jezioro kończy się tragedią.
Błażej, gwiazda disco polo, skonfrontowany zostaje z pewną bezwzględną dziennikarką.
Wyjazd z narzeczonym na Open’era staje się dla Mai okazją do podjęcia trudnej decyzji.
Adrian zostaje oskarżony o przemoc seksualną przez nastolatkę, której udziela korepetycji.
Co łączy te historie?


Książka przekonuje przede wszystkim głęboką, wielostronną kreacją poszczególnych postaci, które, pełne niejednokrotnie sprzecznych uczuć – są po prostu brutalnie prawdziwe. Narrator potrafi też doskonale wyłuskać uczucia poszczególnych bohaterów: młodych ludzi, którzy na skutek tragicznych konsekwencji swoich błędów, muszą dokonywać niezwykle trudnych, niecodziennych wyborów. Doskonale pokazuje, jak w głowie dokonuje się proces prowadzący do skrzywdzenia drugiej osoby.
 

                                                                                                                                                           ~lubimyczytac.pl

Jeśli do przeczytania książki nie zachęcił Was powyższy opis, mam nadzieję, że zrobię to ja, ponieważ ,,Ciemnokrąg'' jest lekturą absolutnie obowiązkową dla osób, które zamierzają sięgnąć po coś z literatury tworzonej przez naszych polskich autorów.
Uwierzcie - ta powieść na długo nie pozwoli o sobie zapomnieć. 


 ,,Zrobiłem to, co było moralnie słuszne, ale pamiętaj, że ludziom nieszczęśliwym, żyjącym w poczuciu słusznych moralnie wyborów, prędzej czy później coś odpierdala.
I wiesz, bardzo się tego obawiam.''


Książka jest podzielona na cztery, pozornie różne od siebie historie, których opowiadać w przybliżeniu nie będę, gdyż opis w zupełności wystarczy, aby w naszej głowie pojawił się odpowiedni zarys fabuły. Istotny jest natomiast prolog, który równocześnie rozpoczyna i kończy tę powieść, łącząc każdą z opowieści nie tylko pod względem płynącego z nich przesłania, ale także krzyżując ostatecznie ścieżki naszych bohaterów.
 
Co natomiast czyni ,,Ciemnokrąg'' książką wyjątkową?

Przede wszystkim żywe, do bólu autentyczne postacie - specjalnie bardzo uważnie śledziłam dialogi i poczynania bohaterów, by sprawdzić, czy Koziarski jak większość autorów w celu nadania scenie odpowiednio mocnego wydźwięku wplecie choć jedną odpowiedź, komentarz, dowolne zdanie wypowiedziane przez jakąkolwiek z osób, które w normalnym życiu nie przyszłoby nam do głowy lub bynajmniej nie brzmiałoby tak pięknie. Jedyne co zaobserwowałam, to własne zdziwienie, iż da się stworzyć coś tak realnego, że podczas czytania można zapomnieć, iż mamy do czynienia z tworem  literackim.

Nieprzewidywalność zdarzeń - mimo iż każda z historii w istocie dotyczy tego samego, według mnie przekaz nie jest jasny i prosty do wyłapania dopóki nie dobrniemy do ostatniej strony powieści. Nigdy nie byłam ekspertem w domysłach, ale w tym przypadku naprawdę ciężko byłoby odgadnąć kolejne działania bohaterów. Ludzie bywają nieprzewidywalni w momencie zagrożenia, zatem kto może znać następny krok człowieka?

Przekaz i interpretacja - myślę, że wszyscy z nas znajdą w tej książce coś o sobie. Autor ukazał nam tutaj proces zmiany zachodzącej w człowieku pod wpływem czającego się niebezpieczeństwa, obawy przed utratą stabilności i kontroli nad swoim życiem oraz przymusu chronienia najbliższych osób. Temat choć poruszany przez niejednego pisarza, w gruncie rzeczy wymaga dobrej analizy i znajomości psychologicznej ludzkiego umysłu, przez co nie jest wcale prosty do zrealizowania. Daniel Koziarski stworzył powieść wielowymiarową, skłaniającą nas do głębokich przemyśleń nad własną egzystencją i skutkami podejmowanych wyborów. 



Pamiętam, że pierwszą książką, jaką dostałam do recenzji była ,,Kobieta, Która Wiedziała Za Mało'' (moją opinię na jej temat znajdziecie TUTAJ). Wcześniej zupełnie nie mogłam przekonać się do twórczości polskich autorów; zawsze trafiałam na pozycje, które ani trochę nie pokrywały się z moim gustem czytelniczym. Daniel Koziarski pomógł mi w przełamaniu tej bariery, dzięki czemu poznałam wiele godnych polecenia tytułów. Jednak na tle ich wszystkich to ,,Ciemnokrąg'' wyróżnia się najbardziej, zajmując na mojej półce honorowe miejsce. Mało jest książek, do których wracam, lecz tę z pewnością przeczytam niejednokrotnie. 

Nadal zastanawiacie się, czy opłaca się sięgnąć po tę pozycję?

Na siłę Was oczywiście nie zmuszę, ale zaufajcie mi, że nie będziecie żałować spędzonego przy niej czasu.




,,Ciemnokrąg'' to historia, która skłoni Was, by zajrzeć w zakamarki ludzkiej duszy,
 jakich przeważnie nie mamy ochoty oglądać. 
Zaskoczy, przerazi, zaintryguje na wiele długich godzin.
 
Ocena - 9/10 
_______________________________________________________________________
Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo, objęcia jej patronatem medialnym oraz napisania rekomendacji na skrzydełku dziękuję serdecznie autorowi, a także wydawnictwu 

[39] ,,NA KRAWĘDZI WSZYSTKIEGO'' - ŚWIAT NIZINY JEST ZDRADZIECKI... [RECENZJA]





Tytuł: ,,Na Krawędzi Wszystkiego''

Autor: Jeff Giles

Wydawnictwo: IUVI

Data wydania: 10 października 2017 r.

Ilość stron: 384








 Zoe ma 17 lat, zwariowaną matkę wegankę, młodszego brata z ADHD i prawdziwą przyjaciółkę. Ma też za sobą trudny rok, kiedy tragicznie zmarł jej ojciec, a zaprzyjaźniona para staruszków z sąsiedztwa zaginęła bez śladu.
Jakby tego było mało, szukając brata podczas burzy śnieżnej, Zoe zostaje brutalnie zaatakowana i widzi coś, czego nie powinna widzieć. I kogoś. Nazwała go Iks.
Zoe nie wie, że to łowca głów. Tajemniczy, przystojny i nękany losem, którego nie rozumie, pracuje na zlecenie lordów z Niziny – mrocznego i brutalnego miejsca, w które trafiają najgorsi szubrawcy. Tym razem przyszedł po bandytę, który zaatakował dziewczynę.
Iks i Zoe nigdy nie mieli się spotkać. Łowcy z Niziny nie mogą ujawniać się nikomu poza swymi ofiarami. Iks, by uratować Zoe, łamie wszystkie zasady Niziny. I ponosi brutalne tego konsekwencje.
Beznadzieja, samotność i ból – Iks zna tylko to. Zoe pokazuje mu, że może być inaczej. Kiedy X i Zoe dowiadują się więcej o ich swoich światach, zaczynają zadawać pytania o przeszłość, własny los i swoją przyszłość. Ale wyrwanie Iksa z Niziny i przecięcie więzów przeszłości, które pętają Zoe, będzie od obojga wymagać konfrontacji z własną ciemną stroną. 

                                                                  ~lubimyczytac.pl


,,Dusze, które zabieramy, straciły prawo do zwania się ludźmi. Są śmieciami, my zaś jesteśmy śmieciarzami.''


Już po samym opisie możemy zauważyć, że nie mamy tutaj do czynienia ze zwykłą młodzieżówką, a historią zawierającą również elementy fantasty. W taki oto sposób wchodzimy w opowieść konfrontującą dwa zupełnie różne od siebie światy:
przyziemny świat siedemnastoletniej Zoe oraz mroczny i tajemniczy świat Niziny, z której przybywa Iks.



Na wstępie powiem, że nie spodziewałam się, iż książka aż tak bardzo mi się spodoba. Trzeba przyznać, że pomysł z Niziną, w której lordowie wyznaczając specjalnie przygotowanych do tego typu zadań Łowców Głów, posyłają ich po dusze ludzi z niezwykle ciężkimi grzechami na sumieniu, od początku był dość ryzykowny. Co innego, gdy akcja powieści rozgrywa się tylko i wyłącznie w jakimś magicznym miejscu, który z naszym światem ma niewiele wspólnego - wtedy możemy pozwolić sobie na dowolny ruch w fabule. Jednak tworząc połączenie ich obu, trzeba znać granice każdego z nich. Dlatego w tym przypadku autor poradził sobie naprawdę dobrze.


Pierwsze o czym chciałam Wam powiedzieć, to humor, którego, jak na taką historię, jest tu całkiem sporo. Momentami prześmieszne dialogi, w których slang oraz słownictwo współczesne stykają się z niemal średniowiecznym stylem mowy, oprócz oczywiście porcji śmiechu dodawały również swoistego klimatu powieści. Wbrew wszystkiemu książka rzeczywiście potrafi trzymać w napięciu, a więc żeby lektura nabrała kolorów i nie była zbyt sztywna, wątki humorystyczne rozładowywały atmosferę, a ostatecznie sprawiły także, że ,,Na Krawędzi Wszystkiego'' będzie mi się kojarzyło właśnie z tym konkretnym elementem.

Następna sprawa to wątek rodzącej się miłości Zoe i Iksa. Mogłoby się wydawać, że temat jest już nieco przereklamowany, bo kolejny facet, tym razem dziwny Łowca Głów, od tak nagle zakochuje się w siedemnastolatce (w dodatku ze wzajemnością), no bo przecież w młodzieżówkach nie może być inaczej. Ale o dziwo, mimo że jest to jeden z głównych motywów w tej książce, według mnie został on ukazany subtelnie, nie przysłaniając tym samym pozostałych rzeczy.

Jestem również bardzo zadowolona z postaci drugoplanowych. Każdy dostał swoje pięć, dziesięć lub nawet piętnaście minut i absolutnie nikogo nie pominięto, podczas gdy akcja zaczynała się rozpędzać i komplikować jednocześnie. Świetnie rozwinięto wątek ojca Zoe, który owiany rąbkiem tajemnicy trzymał w niepewności do samego końca.



Co zatem z gorszą stroną tej powieści?

Wydaje mi się, że nie jest to książka dla każdego. Sięgając po ,,Na Krawędzi Wszystkiego'' musimy lubić niekonwencjonalne pomysły na tworzenie nowych, nie całkiem realnych światów, postaci czy wydarzeń. Trzeba także pamiętać, iż nie mamy do czynienia z wielce ambitną literaturą, a powieścią, która ma zapewnić nam przede wszystkim relaks i odskocznię od codzienności. Poza tym, tak między nami, natkniemy się tu na kilka specyficznych szczegółów, które będziemy musieli potraktować z przymrużeniem oka.

,,- Żal powinien się liczyć - stwierdziła.
(...) Nie jestem taki pewien. Bardzo łatwo jest przepraszać, zwłaszcza gdy cię już złapią.''
 
Mimo wszystko, tak jak wspominałam, książka pozytywnie mnie zaskoczyła i w sam raz wpadła pod mój gust. W mniejszym lub większym stopniu już teraz utrwaliła się w mojej głowie, a to się ceni 😄
Czekam na kolejny tom, bo warto jeszcze dopowiedzieć, iż nie jest to skończona historia i mam ogromną nadzieję, że autor nie popsuje następnej części.

P.S. Ogromnie podoba mi się wydanie tej książki! Na żywo prezentuje się ona naprawdę bardzo, bardzo ładnie.


Ocena - 7/10 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu

[38] DRUGA CZĘŚĆ CYKLU ,,PIĘTNA KRWAWEJ HRABINY'' - ,,PIERWORODNA'' LEPSZA CZY GORSZA OD ,,POTOMKÓW''?

                                                                     


Tytuł: ,,Pierworodna''

Autor: Tosca Lee

Cykl: Piętno Krwawej Hrabiny (tom 2)

Wydawnictwo: IUVI

Data wydania: 26 kwietnia 2017 r.

Ilość stron: 360




 Nagle, w jednej chwili, powraca cała przeszłość Audry. Wymazane na jej własne życzenie wspomnienia zostały jej zwrócone. Wreszcie Audra wie, dlaczego to zrobiła – by uratować córeczkę.
Teraz musi znaleźć swojego największego wroga, Historyka, i położyć kres trwającej od wieków wojnie między Potomkami a Dziedzicami – raz na zawsze. Ale najpierw musi uratować swojego męża Lukę, który jest więziony przez Dziedziców. Nie jest to proste, a sprawy komplikują się dodatkowo, ponieważ Audra działa poza prawem. Nie ułatwia zadania także fakt, że kobieta zmaga się z rosnącą potęga swej mocy i jej bolesnymi skutkami ubocznymi.
Kiedy podła zdrada krzyżuje jej plany, Audra nie wie, komu ufać. Z pomocą mnicha heretyka, sprawdzonych przyjaciół i hakera Błazna szuka sposobu, aby pokonać Dziedziców i uratować pozostałych Potomków. Ostateczna konfrontacja z zaskakującym i nieubłaganym obrotem spraw będzie śmiertelnie niebezpiecznym sprawdzianem mocy Audry.
Czy okaże się wystarczająco silna? 

                                                                       ~lubimyczytac.pl 



 
 
Po pierwszym tomie tej duologii, który okazał się zaskakująco dobry, nie mogłam doczekać się jego kontynuacji. Niestety rok przerwy między obiema częściami okazał się zbyt długim okresem czasu, bo sięgając po ,,Pierworodną'' nie tylko nie pamiętałam większości rzeczy, ale również kompletnie nie mogłam wczuć się w klimat powieści. O tyle dobrze, że Tosca Lee przewidziała tego typu sytuacje, w związku z czym już na pierwszej stronie książki znajduje się szczegółowy spis wszystkich postaci, a na kolejnych krótkie streszczenie wcześniejszych wydarzeń, które było
niezwykle pomocne podczas czytania. 

                                      ⬇⬇⬇ 

Jeśli ktoś chciałby zapoznać się najpierw z moją opinią dotyczącą ,,Potomków'' czyli 1 częścią cyklu ,,Piętna Krwawej Hrabiny'', to zajrzyjcie koniecznie TUTAJ



 
Nie wiem, czy, tak jak wspominałam, jest to po części wina dużego odstępu czasowego w jakim czytałam oba tomy, gdyż nie jestem w stanie określić, jakie dokładnie uczucia towarzyszyły mi podczas poprzedniej lektury, ale początek książki wypadł tutaj bardzo słabo. Akcja gna do przodu w zawrotnym tempie, co na wstępie może być trudne do przyswojenia dla czytelnika. Zostajemy bowiem wrzuceni w sam środek problemów gigantycznych rozmiarów, z którymi zmagają się nasi bohaterowie. Ciężko jest się połapać, co właściwie dzieje się w danym momencie, czego rezultatem, bynajmniej w moim przypadku, było to, że czułam się zmęczona przerzucaniem kolejnych stron. Na szczęście taki stan rzeczy nie trwał długo, w związku z czym każdy, następny rozdział nabierał kolorów, a ja stawałam się coraz bardziej zainteresowana dalszym ciągiem historii.


Problem z tą książką jest taki, iż podczas kumulacji ciągłych ucieczek, nieodkrytych tajemnic oraz kolejnych, napływających zagadek lub nawarstwiających się morderstw nie jesteśmy w stanie ocenić, czy cała fabuła jest składnie poprawna. Tempo akcji okazuje się być tak szybkie, że nawet gdybyśmy chcieli, to trudno byłoby nam wyłapać jakieś nieścisłości czy luki pomiędzy wierszami. Z drugiej strony ,,Potomkowie'' jak i ich kontynuacja mają w sobie coś, co prawie zawsze potrafi przekonać do siebie czytelnika. Tak, jak pod kątem historycznym wszelkie informacje zawarte w obu książkach tyczą się faktów, tak elementy fantastyczne, patrząc obiektywnie, są często wręcz absurdalne i nie do końca wyjaśnione. Co śmieszniejsze, okazuje się, że koniec końców wcale aż tak bardzo nie zwracamy uwagi na szczegóły, lecz na ogólny zarys i sens fabuły, która oprócz tego, że oryginalna jest też na swój sposób ciekawa. Nie wszystkie elementy muszą tworzyć tutaj logiczną całość - w tym przypadku chodzi głównie o dobrą zabawę i odrobinę relaksu w wykreowanym przez autorkę świecie, co jak najbardziej zdało rezultat. 



Na plus zasługują również postacie drugoplanowe dodające pewnej ikry napędzającej fabułę. Wątek miłosny Audry i Luki szczęśliwie zszedł na dalszy tor, dzięki czemu nie przyćmiewa nam rzeczy najważniejszych. Podobało mi się także przedstawienie w prosty, sensowny sposób historii głównej bohaterki na przełomie wielu lat: jej dzieciństwa, dorastania, poznania męża czy reszty przyjaciół oraz zabiegu poddania się wymazania pamięci. Cieszę się również, że Tosca Lee poprzestała na drugiej części, ponieważ rozciąganie historii na potrzeby marketingowe byłoby bardzo złym posunięciem.

 
Podsumowując, po pierwszych stronach obawiałam się, iż będę musiała ostro skrytykować tę książkę, lecz nie musiałam zbyt długo czekać, by zmienić zdanie. ,,Pierworodna'' okazała się ciut gorsza od ,,Potomków'', ale równocześnie nie umniejszyła znacznie wartości całej historii, kończąc ją w sposób, który mnie osobiście satysfakcjonuje. Być może finał został rozegrany zbyt szybko, zbyt chaotycznie, przez co mało wiarygodnie, ale myślę, że można na to przymknąć oko.
Jak najbardziej warto zapoznać się z obiema częściami i wyrobić sobie na ich temat własne zdanie, szczególnie że nie powinniście żałować spędzonego przy nich czasu.
Interesujące, choć nie wymagające, potrafiące wciągnąć książki.


Ocena - 6/10 



Za książkę dziękuję bardzo wydawnictwu

 

[37] ,,INDEKS SZCZĘŚCIA JUNIPER LEMON'' - RECENZJA



Tytuł: ,,Indeks Szczęścia Juniper Lemon''

Autor: Julie Israel

Wydawnictwo: IUVI

Data wydania: 5 lipca 2017 r.

Ilość Stron: 372 





 Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie moment, gdy nie będziesz w stanie już czegoś cofnąć.


Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem.
Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „Ty”. Juniper jest w szoku – nic nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa: kim tak naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość adresata i dostarczyć mu list.
Ale wtedy coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć.
Do czego prowadzi grzebanie (dosłownie i w przenośni) w cudzych śmieciach?
Czy odkrywanie małych i wielkich tajemnic otaczających ją ludzi to jest właśnie to, czego Juniper potrzebuje, aby uporządkować własny życiowy bałagan?
                                                                    ~lubimyczytac.pl 


Dzisiaj będzie szybko, zwięźle i na temat!
Czytaliście powyższą książkę? 
Nie?
No to spójrzcie niżej, a być może dacie się przekonać.


 Juniper Lemon tuż po wypadku samochodowym, w którym ginie jej starsza siostra, znajduje list skierowany do nieznanego nikomu chłopaka Camille. Postanawia odnaleźć adresata, by wręczyć mu wiadomość, jednak w tym samym czasie dziewczyna gubi jedną ze swoich fiszek, na których każdego dnia notuje swój poziom szczęścia. Podwójne poszukiwania okazują się dla bohaterki szansą do nawiązania nowych znajomości, lekcją pogodzenia się z przykrymi wspomnieniami oraz...no właśnie, czego jeszcze?


Na książce znajduje się informacja, iż jest to ''Idealna lektura na lato dla każdego, kto pokochał „Gwiazd naszych wina” Johna Greena czy „Oddam ci słońce” Jandy Nelson''. Z drugim porównaniem nie do końca się zgodzę, ponieważ te dwie powieści klimatycznie, a przede wszystkim tematycznie dość znacznie różnią się od siebie, jednak Green jak najbardziej może służyć tu za przykład. Doskonale wiem, jak dużo osób nie lubi tego autora, ale sięgając po ,,Indeks Szczęści Juniper Lemon'', musimy być świadomi, że bierzemy się za młodzieżówkę, która jak się okazuje, według mnie, zaprezentowała się naprawdę bardzo dobrze.

Co dokładnie podobało mi się w powyższej książce?


1) Naturalny styl pisania dialogów, opisów oraz przemyśleń głównej bohaterki, która pełni tutaj rolę narratora - ułatwia nam to czytanie oraz identyfikowanie się z całą historią. 

2) Forma tekstu - oprócz pisanych ciurkiem zdań występują tu również uzupełnienia graficzne, do których zaliczają się przede wszystkim fiszki Juniper. Często zamiast opowiadać o czymś w szczegółach, wystarczyło umieścić konkretne zdarzenie na kartce oraz przyporządkować mu odpowiednią ilość punktów 'szczęścia', by kilka słów w pełni oddało sens przytaczanej sytuacji. Spotkamy tu też fragmenty listów, wiadomości, wspomnień z przeszłości i wiele innych.

3) Pomimo bardzo oklepanego tematu (ktoś ginie, popełnia samobójstwo, a my wraz z głównym bohaterem szukamy przyczyny śmierci tej osoby lub staramy się pogodzić z jej stratą), ,,Indeks...'' dał radę rzucić się w oczy pośród tłumu podobnych sobie książek. Nie jest to jakaś głęboko moralizatorska opowieść, niosąca za sobą niezwykle ważne przesłanie lub ucząca nas patrzeć z pozytywnej strony na przeszkody, które życie rzuca nam codziennie pod nogi, ale na pewno skłania nas do uważnej obserwacji i wyniesienia pewnych spostrzeżeń z czytanego tekstu. Mamy zatem do czynienia z historią, której poznanie przyjdzie nam łatwo i swobodnie, ale nie całkiem bez ruszenia głową.

4) Zakończenie - ze względu na to, że nie mogę Wam spoilerować, powiem tylko, że jakkolwiek bym się nie wysilała podczas zgadywania, kto okaże się tajemniczym chłopakiem Camilli i tak nie udałoby mi się poprawnie strzelić. Finał książki zostawia nas z poczuciem, iż niezamkniętym sprawom powinno się napisać dodatkowy rozdział, ale prawdę mówiąc, czasami po prostu musimy pogodzić się z takim a nie innym stanem rzeczy, by móc ruszyć dalej. Nawet jeśli brzmi banalnie, gdy słyszycie to ode mnie - Julie Israel wyszło to o wiele lepiej.

 

A więc czy warto sięgnąć po ,,Indeks Szczęścia Juniper Lemon''?
Nie jest to pozycja obowiązkowa, lecz jeśli zdecydujecie się ją przeczytać, nie powinniście wcale żałować. Sam fakt, iż nie jestem w stanie do niczego się tutaj przyczepić (ja, która prawie zawsze skrytykuje coś w książce!), powinien do Was przemówić.
 
 

,,Ból jest jak dobra zabawa: przychodzi i odchodzi. Nie możesz nic na to poradzić. Ważne jest żeby brać każdą chwilę taką, jaka jest.''


Ocena - 7/10 


Za książkę dziękuję serdecznie wydawnictwu


[36] ŚLADEM NOCNYCH ŁOWCÓW CASSANDRY CLARE - ,,MROCZNE INTRYGI: WŁADCA CIENI''




Tytuł: ,,Władca Cieni''


Cykl: Mroczne Intrygi


Autor: Cassandra Clare


Wydawnictwo: Mag


Data wydania: 27 września 2017


Ilość stron: 848 




Pani Clare, witamy z powrotem!

Ile ja się musiałam naczekać, aby dorwać w swoje łapki tę książkę! Zresztą nie tylko ja jedna i z pewnością nie ostatnia.

Dlatego też post ten nie będzie kolejną, tradycyjną recenzją, ale konkretnym podsumowaniem moich przemyśleń, wrażeń oraz domysłów związanych z ,,Władcą Cieni'', którymi chciałabym się z Wami podzielić.
Obiecuję żadnych (bynajmniej ważnych) spoilerów, a jedynie postaram się narobić Wam większej ochoty na przeczytanie tej książki.

P.S. A! Ważna uwaga:
Jestem jedną z tych osób, która Nocnym Łowcom zawsze przyznaje maksymalną ocenę, co również nie zmieni się i tym razem, jednak postaram się pozostać obiektywna względem całości.

Zatem przewijamy na dół



 Świat nie jest taki, jaki byś chciał, żeby był. Świat jest, jaki jest.


 
Akcja tej części rozpoczyna się tuż po zakończeniu ,,Pani Noc'', więc nie mamy tutaj żadnego wielkiego przeskoku w czasie, przez który moglibyśmy pogubić się w fabule. Dodatkowo pomiędzy dialogami bądź opisami zostały wplecione krótkie przypomnienia odnośnie wydarzeń z poprzednich tomów, które mogą być naprawdę pomocne, jeśli ktoś niekoniecznie pamięta wszystkie szczegóły.

W pierwszej części ,,Mrocznych Intryg'' pomimo bardzo szeroko rozwiniętych wątków pobocznych, główne skrzypce grała sprawa odnalezienia tajemniczego nekromanty, która ewidentnie stanowiła centrum fabuły. We ,,Władcy Cieni'' sprawy komplikują nam się do tego stopnia, iż nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co wydarzy się w następnym rozdziale. Cel, w jakim zmierzają nasi bohaterowie, zmienia się co kilkadziesiąt stron, odsłaniając przed nami coraz to ciekawsze rzeczy. 

Jedynym problemem, który powtórzył się przy obu tomach tej trylogii, jest to, że przez pierwsze niecałe 100 stron naprawdę ciężko było mi się wgryźć w tekst. Podczas czytania ,,Darów Anioła'' czy ,,Diabelskich Maszyn'' już od pierwszej strony dałam się całkowicie zatracić w wykreowanym przez Cassie świecie; natomiast tutaj klimat powieści sprawiał wrażenie, jak gdyby stracił na sile. Rodzina Blackthornów jest o tyle specyficzna, o ile trzeba po prostu spędzić przy niej trochę więcej czasu, by zacząć nadawać na tych samych falach co oni, że tak to ładnie ujmę. Początkowo myślałam ze zrezygnowaniem, że ta książka będzie niestety najgorszą w całym dorobku Clare, lecz im dalej zapędzałam się z czytaniem, tym wyraźniej widziałam, jak w rzeczywistości skomplikowaną i spójną całościowo historię (jak zwykle zresztą) stworzyła ta kobieta. 


Przyzwyczajamy się do swojego życia, choćby było nie wiadomo jak ciężkie, i kiedy coś się w nim kończy, pozostaje pustka, którą w naturalny sposób próbujemy wypełnić naszymi obawami i lękami. Wypełnienie jej czymś dobrym wymaga czasu.



Jednak tam, gdzie ja osobiście widziałam fajnie poprowadzony wątek relacji poszczególnych postaci, pozostałym osobom niekoniecznie może przypaść do gustu fakt, iż we ,,Władcy Cieni'' mamy istne zbiorowisko trójkątów miłosnych. Według mnie taki zabieg pomaga utrzymać czytelnika w niewiedzy względem uczuć danego bohatera, a co za tym idzie, jeszcze bardziej podsycić jego ciekawość, lecz dla niektórych będzie to kopiowanie wcześniej wykorzystanych pomysłów. Faktycznie pojawiają nam się tutaj pewne analogie, które mogą nam się wydać znajome, ale nie oszukujmy się - 13 w kolejności wydania książka z jednego uniwersum ma prawo zawierać pewne powtórzenia. To i tak moim zdaniem ogromny sukces, iż autorce ani na moment nie kończą się pomysły na tworzenie dalszych części historii; w dodatku historii, która nadal od tylu lat pozytywnie zaskakuje czytelników na całym świecie. 



A teraz kilka słów o konkretnych rzeczach, z którymi spotkacie się podczas czytania ,,Władcy Cieni'':
  • Jeśli lubicie bądź jesteście ciekawi bliższego poznania krainy Faerie, w tej części dostaniecie mnóstwo informacji na jej temat. Przy okazji zdradzę Wam, że niesamowicie mocno polubiłam Marka! Jego wątek z Christiną oraz Kieranem był jak na moje oko bardziej interesujący niż ukazanie relacji Emmy i Juliana.
  • Pojawią się dobrze nam znane postacie z ,,Darów Anioła''. Każdy zauważył, że we wszystkich książkach ze świata Nocnych Łowców występuje Magnus, który zawsze pełni ważną rolę w fabule, tak więc i tutaj nie mogło być inaczej. Fani Maleca powinni być usatysfakcjonowani powrotem ich ukochanego shipu. Mi samej robiło się od razu cieplej na serduchu, gdy doskonale mi znane opanowanie, mądrość i przede wszystkim humor Bane'a gościł na kartach powieści.
  • Autorka poruszyła w tej części kolejny z tematów tabu, z którym naprawdę bardzo rzadko spotykam się w jakiejkolwiek literaturze. Gdy usłyszałam prawdę na temat jednej z postaci, przez kilka minut nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytałam. Mimo iż nie jest to nic aż tak znaczącego, zostałam naprawdę ogromnie zaskoczona, a samo podjęcie się rozwinięcia tego tematu było odważnym posunięciem ze strony Cassandry.
  • I na koniec, choć ciężko mi o tym pisać, zginie trzech kolejnych bohaterów, których znamy już od pewnego czasu. 

Fikcja jest prawdą, nawet jeśli nie jest faktem. Jeśli będziesz wierzył tylko w fakty i odrzucisz opowieści, twój umysł przetrwa, lecz serce umrze.


Niektóre osoby pisały, że według nich tylko ,,Dary Anioła'' bądź ,,Diabelskie Maszyny'' zawierały składną, konstruktywną fabułę bez żadnych luk i dziur w tekście, a każda następna wydawana książka z uniwersum Nocnych Łowców jest na coraz niższym poziomie. Zgadzam się, że prawdopodobnie żadna seria z tego cyklu nie dorówna tej fundamentalnej, ale nie powiedziałabym, że ,,Mroczne Intrygi'' znacznie odbiegają od poprzednich powieści. Tak, jak wspominałam wcześniej, może być ciężko się w nie wgryźć, ale warto dać książkom szansę i przekonać się na własnej skórze, iż autorka wcale nie wyszła z wprawy w zaskakiwaniu nas.

Ponadto po skończeniu 850 stron w całej książce miałam pozaznaczane mnóstwo pięknych fragmentów oraz cytatów, które najchętniej oprawiłabym sobie w ramkę i powiesiła gdzieś w widocznym miejscu. Całym sercem uwielbiam pióro Clare, które niezmiennie opisując nam wydarzenia w bardzo prosty, chwytliwy sposób, wplata pomiędzy dialogami niezwykle mądre prawdy na temat życia. 

Jednak z drugiej strony wprost nienawidzę jej za to, jak wielki, emocjonalny rozgardiasz tworzy w głowie czytelnika. Nie mogę wyobrazić sobie aby to, co wydarzyło się pod koniec ,,Władcy Cieni'', można było poskładać bez wyrządzania kolejnych szkód. Dlatego też szczerze mówiąc, jestem załamana, ponieważ z tego co słyszałam, Cassandra Clare w jednym z wywiadów oznajmiła, iż w 3 części ,,Mrocznych Intryg'' zginie postać z ukochanego przez fanów shipu. A uwierzcie mi, wszystko wskazuje, że będzie to Magnus albo Clary

Tak więc szykujcie się na wiele niespodzianek, niezwykle spędzonego czasu i załamania nerwowego pod koniec powieści.
Cassandra Clare potrafi być naprawdę brutalna.

 Oto problem z zemstą: kończy się tym, że niszczysz zarówno niewinnych, jak i winnych.

_____________________________________________________

Jeśli jesteście już po lekturze, koniecznie dajcie znać, jak wrażenia!
A jeśli nie - kupujcie, zamawiajcie, bylebyście mieli ją na swojej półce.

 
Ocena - 10/10 

[35] II TOM TRYLOGII CZASU - ,,BŁĘKIT SZAFIRU'' / RECENZJA


Tytuł: ,,Błękit Szafiru''

Autor: Kerstin Gier


Cykl: Trylogia Czasu


Wydawnictwo: Media Rodzina


Data wydania: 13 wrzesień 2017 r.


Ilość Stron: 368 




 ,,Kruk na skrzydłach z rubinu niesiony, między światami brzmi umarłych muzyka, siły jeszcze nie poznał i nie zna też ceny, moc głowę podnosi i krąg się zamyka.''


 Gwendolyn Shepherd to Rubin - ostatnia z dwanaściorga podróżników w czasie. Choć trafiła pod opiekę tajnej organizacji, Strażnicy traktują ją z wrogością i wręcz uważają za szpiega. Gwen nie może ufać nikomu, a tymczasem czekają na nią coraz trudniejsze misje. W boleśnie krótkim czasie musi opanować całą masę rzeczy, które mają jej umożliwić przetrwanie w przeszłości. Zwłaszcza że hrabia de Saint Germain najchętniej by ją udusił przy filiżance herbatki, a nieziemsko przystojny Gideon raz ją uwodzi, a raz odtrąca. Gwen musi znaleźć sposób, by rozwikłać zagadkę chronografu bez jego pomocy.
                                                                                                                                    ~lubimyczytac.pl



Pierwszy tom Trylogii Czasu wypadł według mnie dość średnio, przez co nie mogłam zrozumieć tych wszystkich pozytywnych opinii, z którymi spotykałam się wśród innych czytelników. 
Jednak ,,Błękit Szafiru'' zaskoczył mnie pozytywnie już od pierwszej strony, czego zupełnie się nie spodziewałam!


 

Przede wszystkim bardzo dużym plusem, a zarazem ułatwieniem dla czytającego, jest kontynuowanie historii od tego samego momentu, w którym skończyła się ona w poprzedniej części. W moim przypadku na drugi tom musiałam poczekać około 2 miesięcy, a wiadomo, iż w przeciągu tego czasu można bez problemu zapomnieć nawet imion bohaterów, ponieważ często zlewają się nam one z innymi powieściami (szczególnie, jeśli nie byliśmy zachwyceni daną książką). Jednak i tutaj autorka spieszy nam z pomocą, dzięki czemu bezpośrednio w tekście znajdują się odniesienia do początku przedstawianej historii przypominające, kto jest kim, jaką rolę pełni każda postać, co jest celem ich działań i wiele innych. Jakby tego było mało, na końcu książki znajduje się spis bohaterów z podziałem na kategorie: przeszłość, rodzinę Montrose i tak dalej. 

Sama fabuła wydaje się tutaj o wiele ciekawsza niż poprzednio. Mamy mnóstwo akcji, która nie zwalnia ani na moment, a tekst czyta się błyskawicznie. Oczywiście nie obejdzie się bez jakichkolwiek minusów, aczkolwiek postacie zawsze pozostawią co nie co do życzenia.
Tym razem Gwen na szczęście poszła po rozum do głowy i choć miała swoje gorsze momenty, to przyznam, że nawet ją polubiłam. Jednak Charlotta....Proszę, niech ktoś zajmie się tym małym potworem i zabierze jej prawo głosu! 🔫 Nawet Gideon, mimo iż również irytujący, miewa jakiekolwiek przebłyski normalności. Za to ją można spokojnie wpisać na listę najbardziej znienawidzonych postaci w dziejach. 



 ,,Zmarłych się nie boję. W odróżnieniu od żywych ludzi, jak wiem z doświadczenia, nie mogą nic człowiekowi zrobić.''





Natomiast rzeczą najważniejszą według mnie w tej książce jest humor, który szczerze z całego serca uwielbiam! Wszystkie zabawne anegdoty i żarty wplecione w dialogi, śmieszne sceny urozmaicające fabułę, podczas których miałam wielkiego banana na twarzy, były po prostu świetne! Ci, co jeszcze nie sięgnęli po ,,Błękit Szafiru'', będą mieli tutaj miłą niespodziankę w postaci Xemeriusa, którego nie da się z miejsca nie polubić.

Warto także wspomnieć, iż czytając ,,Czerwień Rubinu'' miałam wrażenie, że mało które wydarzenia trzymają się kupy. Wiele rzeczy było niezrozumiałych lub może raczej niezbyt jasno przedstawionych, lecz tutaj to uczucie całkiem zniknęło. Świat zaczął nareszcie przypominać konstruktywnie zbudowaną rzeczywistość, dzięki czemu mam wielką ochotę zabrać się za kolejną, już niestety ostatnią część Trylogii Czasu.





Zatem, jeśli tak jak ja nie byliście w pełni zadowoleni z pierwszego tomu tej trylogii, warto się przemęczyć, by móc sięgnąć po drugą część, która jest naprawdę bardzo, bardzo dobra.


Ocena - 7/10 
_____________________________________________________________________

Za książkę w nowym, pięknym wydaniu dziękuję serdecznie wydawnictwu
 

[34] 3 TOM ,,MMA FIGHTER. PRZEBACZENIE'' [RECENZJA] - ZESTAWIENIE WSZYSTKICH CZĘŚCI TRYLOGII



Uff...
Czy Wy widzicie te boskie okładki?

Była recenzja pierwszej i drugiej części ,,MMA Fighter'', zatem czas na trzecią! 




 Tytuł: ,,MMA Fighter. Przebaczenie''

Autor: VI Keeland

Cykl: MMA Fighter (tom 3)

Wydawnictwo: Kobiece

Data wydania: 2017 (przybliżona)

Ilość Stron: 384 





 Podobno jeżeli facet jest szarmancki w towarzystwie, to w sypialni wychodzi z niego prawdziwy ogier. Jax Knight, wysportowany zawodnik MMA, jest tego doskonałym przykładem. Publicznie jawi się jako kulturalny mężczyzna o ujmującym stylu bycia. Jednak w łóżku pokazuje prawdziwą naturę – nieszczędzącego sprośności playboya.

Lily St. Claire to córka legendarnego zawodnika „Sainta”. Młoda kobieta doskonale wie jak dominujący i zaborczy są to mężczyźni, gdyż sama prowadzi sieć klubów MMA. Choć zdaje sobie sprawę, że powinna trzymać Jaksa na odległość, nie jest w stanie przejść obok niego obojętnie. Ten oszałamiająco przystojny i świetnie wychowany absolwent prestiżowej uczelni przyciągnął jej uwagę od pierwszej chwili. Czyżby był inny niż wszyscy?

Czy powinna chodzić na randki tuż po trudnym rozstaniu?

Czy jej były facet tak po prostu się na to zgodzi? 
                                                                             ~lubimyczytac.pl 


 ,,Na mężczyznę są tylko dwa sposoby. Wybacz mu lub zapomnij o nim. Jeśli nie potrafisz zrobić tego drugiego, to musisz mu wybaczyć, bo już skradł twoje serce.''



Po przeczytaniu całej trylogii pojawia się zestawienie wszystkich wad i zalet każdej z książek VI Keeland. Widzimy wtedy, jak historia, którą stworzyła autorka, stopniowo dojrzewa na kartach powieści. Lily będąca córką słynnego zawodnika Sainta po śmierci ojca razem z jego przyjacielem przejmuje kierownictwo nad siecią siłowni założoną jeszcze za życia mężczyzny. Tymczasem syn senatora Jax Knight w celu ucieczki od ostatnio nawarstwiających się kłopotów przybywa do Nowego Jorku, by oddać się swojej pasji do walk i boksu. Obie te postacie zostały przedstawione z precyzyjnie wyważonymi cechami charakteru. Nie mamy tutaj do czynienia z wyidealizowanymi lalkami, które broń Boże nie posiadają żadnych wad, ani z ludźmi po wielkich i bardzo bolesnych przejściach rzutującymi na ich obecnym zachowaniu. Każda z nich jest inteligentna, nie traci zdrowego rozsądku i nie rzuca się na partnera przy pierwszej okazji, byleby tylko czytelnik jak najszybciej dostał pikantne sceny z ich udziałem. Wszystko dzieje się krok po kroku i rozwiązuje dopiero w odpowiednim momencie. 


Oprócz naszego centralnego obiektu zainteresowania mamy również dobrze rozwinięte wątki poboczne: czy to relacji Jacksona z rodzicami, Joego z Lily, natarczywego Cadena, czy nawet homoseksualnego przyjaciela Lily - Reeda (którego swoją drogą uwielbiam). Wszystko to otoczone jest lekką dawką humoru, dającymi do myślenia spostrzeżeniami bohaterów, a przede wszystkim intrygującym oraz ciekawym swego zakończenia romansem przystojnego Knighta i jego uroczej wybranki. Ani razu nie miałam wrażenia, iż pewnych scen jest za dużo, że główne postacie zaczynają działać mi na nerwy lub w książce dzieje się coś totalnie nierealnego bądź niezgodnego fabularnie. Powiedziałabym raczej, że naprawdę nie znalazłam tutaj żadnych minusów czy rzeczy, do których mogłabym się przyczepić.



Co więcej, ,,Przebaczenie'' jest świetnym finałem dla historii nie tylko Jaxa, ale również Nica oraz Vince'a, których oczywiście spotykamy także i w 3 tomie. Patrząc z perspektywy czasu, uświadomiłam sobie, że faktycznie dość mocno zżyłam się z tymi postaciami i choć z jednej strony chciałabym jeszcze poczytać o ich dalszej przyszłości, to z drugiej jestem zadowolona, że zakończono tę historię właśnie w tym miejscu.



A jak to się ma do poprzednich części?
Która z nich była najgorsza, a która najlepsza?
 

  
Przede wszystkim jeśli ktoś chciałby przeczytać oddzielną recenzję ,,Walki'' i ,,Szansy'' , to proszę, kliknijcie w link poniżej ↓

,,Walka'' - RECENZJA
,,Szansa'' -  RECENZJA


 Mówiąc skrótowo:

 Pierwsza część ,,MMA. Fighter" była według mnie dobra, ale aż tak bardzo mnie nie zaskoczyła.
 ,,Szansa" okazała się od niej dużo ciekawsza, choć również miała swoje wady. 
Natomiast ,,Przebaczenie" będąca trzecim i ostatnim tomem tej trylogii, wypadła bezkonkurencyjnie najlepiej ze wszystkich.





Przekładając to na oceny, mój ranking wyglądałby następująco:

1. ,,Przebaczenie'' - 8/10 ★
2. ,,Szansa'' - 7/10
3. ,,Walka'' - 6/10


Zatem każdy kolejny tom pokazywał się z coraz to lepszej strony (oczywiście według mnie), a zainteresowanie następnymi wydarzeniami stawało się coraz większe.


Czy można czytać te książki bez zachowania chronologii?

 
W recenzji ,,Szansy'' napisałam Wam, że owszem nie ma konieczności zaznajamiania się z 1 tomem, gdyż robiąc mały przeskok do przeszłości Nica, będziemy czytać ,,Walkę'' jako prequel historii o Vincie, więc moim zdaniem kolejność czytania może być dowolna.
Jednak po skończeniu całej trylogii widzę, że przede wszystkim ,,Przebaczenia'' nie powinniśmy czytać bez znajomości poprzednich dwóch części, a największą frajdę zapewni nam trzymanie się ustalonej chronologii.   
 

A więc podsumowując:

Ze swojej strony mogę Wam szczerze polecić całą trylogię VI Keeland, która z każdym kolejnym tomem robi się coraz ciekawsza.
Jeśli nie spodoba Wam się pierwsza część - nie zrażajcie się i spróbujcie z kolejnymi.
A nóż któryś z okładkowych panów przypadnie Wam do gustu bardziej od swojego poprzednika :D
 

BOOKSTAGRAM

Najchętniej Odwiedzane Posty

SZUKAJ